Forum Centralne

Wspólne forum Księstwa Sarmacji i jego prowincji

Przejdź do zawartości

W przypadku problemów z zalogowaniem usuń ciasteczka.

[Pustkowia] Nadajemy na częstotliwości alarmowej

Re: [Pustkowia] Nadajemy na częstotliwości alarmowej

Postprzez Heinz-Werner Grüner 9 kwi 2021, o 21:38

Obrazek


Prolog...


9 kwietnia 1131 dER. Punkt Kontrolny Pietrzyki

Wieczór. Późny wieczór. Gdzieś na Pustkowiach...Nowy strażnik, o niemiecko brzmiącym nazwisku Gruner, przybywa do miejsca docelowego swojej podróży.
Spojrzał na mapę i wymamrotał:
-To tu. - po czym znów spojrzał na dokumenty. Ów cel był mu znany jedynie z rozkazu jaki otrzymał od Naczelnika i brzmiał:
Rozkaz Naczelnika
nr 6, dany 1131 dER
o powołaniu do służby



1. Przyjmuje się do służby Heinza-Werner Grünera w stopniu Strażnika i przydziela do Punktu Kontrolnego Pietrzyki
2. Ustanawia się wynagrodzenia za służbę w wysokości 1000 libertów tygodniowo płatne z dołu.
3. Zobowiązuje się Strażników do nadania jednego komunikatu radiowego tygodniowo.

Na dole dokumentu widniał podpis przełożonego nowego członka Straży Pustkowi.
Nie wiedział czego się spodziewać... Jego oczom ukazał się niewielki posterunek, z daleka wyglądający jak niska wieża ciśnień z nadajnikiem w najwyższym punkcie. Stalowe wzmocnienia tej konstrukcji choć całkiem solidne, wcale tak nie wyglądały. Do miejsca określanego dumnie jako Punkt Kontrolny Pietrzyki trzeba było wspiąć się po drabinie. Ta z kolei zawieszona była na takiej wysokości by przeciętna kreatura stąpająca po tych ziemiach jej nie sięgła. On został jednak poinstruowany jak ją opuścić. Niepozornie wyglądający kawałek stalowej rury wystawał z konstrukcji na jednej z podstaw budowli. Dźwignią dało się poruszyć, a ruch w odpowiedniej kombinacji powodował uwolnienie zapadki i opuszczenie drabiny. Za każdym razem opadała z ogromnym hukiem na metalową kratę leżącą pośród kępków trawy i czegoś co przypominało odchody...ludzkie. Gruner jednak tego nie wiedział i wystraszył się nie na żarty:
-Scheisse! Aleś mnie wystraszyła!-rzekł do siebie spokojnie, choć serca zaczęło mu walić jak dzwon- No, a teraz choć tu do mnie - zwrócił się ponownie do...drabiny, po czym poprawił niewielki plecak na swoim ramieniu i uchwyciwszy pewnie broń, wspiał się do góry...Otwarł właz od dołu i wszedł...

Jego oczom ukazało się niezbyt duże i ciemne pomieszczenie, które od teraz będzie jego domem, jego oazą, jego spokojem. Nie zdawał sobie nawet sprawy jak bardzo będzie potrzebował w swojej dalszej "karierze" stalkera takiego spokoju, jakim emanował w tej chwili. Nie był zachwycony warunkami panującymi w PK Pietrzyki, ale nie spodziewał się też jakichś luksusów.
Część sypialniana składała się z prycz do spania, a właściwie dwóch metalowych łóżek piętrowych, które lata swojej świetności miały już dawno za sobą. Zatem wykaluklował, że mogło się tutaj stawić na raz czterech stalkerów. Był jednak sam, co poniekąd mu odpowiadało. Nie miał ochoty dzisiaj, ani w najbliższych dniach jakoś emanować przebojowością. Chciał się wyciszyć i skupić na roli jakiej się podjął. Los Feru był w jego rękach...Tak przyjamniej jemu się wydawało. Dość szybko zauważył lampę olejową, którą niezwłocznie zapalił...
Jego wzrok obejmował teraz "część dzienną i kuchnię" czyli rząd trzech szafek kuchennych z ledwo trzymającymi się drzwiczkami oraz stołem, do którego na raz zasiąść mogły co najwyżej dwie osoby. Ten przynajmniej sprawiał wrażenie schludnego. Pod stołem mieściły się dwa drewniane taborety, twarde i niewygodne zarazem. Zajrzał do jednej z szafek i pośród tego wszystkiego co znajdowało się wewnątrz, znalazł nie tylko spleśniałe pieczywo. Po chwili poszukiwań pokiwał z uznaniem głową, gdyż po dokładniejszym przeszukaniu okazało się, że zawierają one niewielkie, ale jednak, racje żywnościowe w postaci puszek z mięsiwem i innych konserw. To dobry początek, choć miał i nieco swoich zapasów...
Oprócz tego biblioteczka, na której stało kilka mniej poczytnych tytułów, które ktoś tu kiedyś zostawił, oraz niewielki zbiór "świerszczyków" dla panów...i nie tylko.
Rolę łazienki pełniła cynkowa miska, która zebrała sporo kurzu przez te kilka nieokreślonych tygodni bez użytkowania, stare wyschłe mydło i kawał szmaty, pełniącej rolę ręcznika. I tyle... Wszystkie sprawy do "załatwiania" musiał wykonywać poza PK. Mógł również skorzystać z opcji tzw."zrzutu", z którego, jak słyszał korzystało wielu przed nim. Wystarczyło otworzyć właz...

Wyposażenie jakie otrzymał w siedzibie Naczelnika w Ferze nie było imponujące, wręcz przeciwnie, można by rzec, że było niepokojąco skromne. Jeden nabój i nóż, raczej tani, niż wyspecjalizowany do zadań jakie miał przed sobą...

Komplet "umeblowania" dopełniała stacja nadawcza... Ta z kolei, choć również wiekowa, prezentowała się najokazalej, ze wszystkich sprzętów jakie miał do dyspozycji. Nie zwlekając za wiele włączył urządzenie. Zadziałało nadzwyczaj szybkoi bez zarzutu. Usłyszał charakterystyczny syk, jaki wydaje,kiedy jest źle dostrojone. Sięgnął do swojego plecaka, wyciągnął dokumenty otrzymane w Ferze, odszukał informację o częstotliwości nadawania i komunikacji z Naczelnym Dowództwem... Zrobił to sprawnie. Następnie chwycił zestaw słuchawkowy i zaczął mówić:
-Halo Fer, czy mnie słyszycie? - nadal lekki szum i cisza... -Halo Fer, czy mnie słyszycie? Fer. Odbiór! - uzbroił się w cierpliwość, wiedział, że to nie będzie łatwe zadanie. Poprawił analogowym pokrętłem ustawienia częstotliwości i ponownie zaczął nawołania.
Po godzinie i piętanstu minutach odpuścił. Został jeszcze przed wysłaniem na PK poinformowany, że dzisiaj meldunek może nie byćutrudniony. Tam mieli mnóstwo roboty związanej z umocnieniami i innej jakieś tego typu zadania, które nie zostały mu przedstawione. Miał meldować się do skutku z samego rana. Dopiero później miał się udać na pierwszy zwiad terenowy.

Początkowo pobudzony adrenaliną i odkryciem nowego miejsca, jedyny strażnik PK Pietrzyki zmógł się około północy. Księżyc rozświetlał tylko niewielką część "pustelni stalkera". Wpadał przez szczeliny, większe i mniejsze, wywołane niedokładnym spawem czy też po prostu rozszczelnieniem ze starości. Wpadał przez kratownice, będące oknami i jednocześnie punktami obserwacyjnymi. Wpadał w końcu także przez przeźrocza w suficie...Dookoła panowałacisza, względna cisza. Zakłócał ją tylko odgłos chrapania jedynego w okolicy człowieka, strażnika PK Pietrzyki Heinza-Wernera Grunera...
Heinz-Werner Grüner
Avatar użytkownika
 

Re: [Pustkowia] Nadajemy na częstotliwości alarmowej

Postprzez Heinz-Werner Grüner 27 kwi 2021, o 12:35

Nadać komunikat - tylko to dźwięczało w głowie Austriakowi. Było jeszcze widno, gdy doczłapał się do swojej "oazy spokoju", zwanej Pietrzyki. Ten Punkt Kontrolny to nic innego jak miejsce przeznaczone do spania, dające niewielką ochronę przez hordą zombie oraz miejsce komukacji z Ferem.
To właśnie zamierzał zrobić w pierwszej kolejności. Austriak doszedł do platformy, odblokował zapadkę z drabiną, a następnie wdrapał się po niej. Był wykończony. Miał za sobą kilka bardzo męczących dni.
Nadać komunikat..., nadal tylko o tym myślał...
Mężczyzna wszedł do góry, rozejrzał się, przemył oczy cieczą, która miała służyć jako woda, choć ta miała już odcień lekkiego brązu-zapewne od rdzy,która skropliła się pod sufitem. A może od misy, w której się znajdowała, w tym momencie to było nieistotne... Gruner chwycił następnie za aparat nadawczy, nawet dokładnie się nie wycierając.
Tak z lekko wilgotą twarzą i włosami usiadł na krześle. Sapnął, ale już w między czasie uruchomił aparaturę...
- Fer... Odbiór... Tu PK Pietrzyki... Fer... Jesteście tam? Odbiór?! PK Pietrzyki do bazy Fer... Jesteście...
Trochę trwało zanim udało mu się nawiązać łączność z kimś z obsługi technicznej w siedzibie ostatniej ostoi cywilizacji.
Zdał całą relację... O pierwszym patrolu, o dwóch zabitych zombie, o zebraniu zrzutów i o całej masie mniej istotnych spraw jakie go nękały. Łączność była całkiem dobra, gdyż pogoda dopisywała... Ciemne chmury dopiero nachodziły...
Po wysłuchaniu rozkazów od centrali, wyłączył apatarturęi ściągnąwszy najpierw buty legł na pryczy.
Nie miał już na nic siły...Zasnął.
A śniło mu się, że jest księciem, który przemierza piękną krainę na swoim karym ogierze i samym swoim machnięciem dłoni wprowadza pokój i porządek na ziemiach, na których przyszło mu władać... Tak był szanowany...
W oddali o PK Pietrzyki słychać było niewielkie chrapanie przemęczonego człowieka... Na szczęscie, oprócz okolicznego ptactwa, nikt nie słyszał tej melodii wydobywającej się z ust Austriaka...
Heinz-Werner Grüner
Avatar użytkownika
 

Re: [Pustkowia] Nadajemy na częstotliwości alarmowej

Postprzez Heinz-Werner Grüner 17 sie 2021, o 12:23

Naczelniku @Prokrustes czy nadawanie zostało zakończone?
Heinz-Werner Grüner
Nikt jeszcze nie polubił tej wypowiedzi
Avatar użytkownika
 

Poprzednia strona

Powrót do Pustkowia Gellonii

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron