Forum Centralne

Wspólne forum Księstwa Sarmacji i jego prowincji

Przejdź do zawartości

W przypadku problemów z zalogowaniem usuń ciasteczka.

Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Najstarsza prowincja Księstwa Sarmacji oraz nasza stolica, Książęce Miasto Grodzisk

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez von Thorn-Janiczek 10 sty 2020, o 13:17

Pistolet jeszcze przez chwilę mierzył w mężczyzna, kolejna kropelka potu, kierowana tajemnym romansem grawitacji i sił tarcia spłynęła po karku mężczyzny. Powoli opuścił pistolet, nie mierząc więcej w tajemniczego nieznajomego. Dziennikarz? Były dziennikarz, poprawił się von Thorn-Janiczek w myślach. W sumie czemu by nie? Widział już nie takie rzeczy, nie ważne jak wielki upadek następował, ludzie i tak garnęli się do ruin i zgliszczy poprzedniego życia. Więc czemu by nie w Ferze? Westchnął, zabezpieczył broń i schował do kabury, wciąż bacznie przyglądając się nieznajomemu. - Porucznik von Thorn-Janiczek, Książęce Siły Powietrzne. - przedstawił się. - Przy okazji burmistrz tego… burdelu - mruknął. Wydobył manierkę i upił łyk wody. - Nie radzę się tu kręcić za dużo, to niebezpieczne. Ruiny, zdziczałe zwierzęta - wzruszył ramionami. - A i na ludzi bym uważał, bo kto wie, co komu do łba przyjdzie w tych czasach… - dodał nieco ciszej, mrużąc lekko oczy, podchodząc do mężczyzny. Wydobył z zanadrza mapę i pokazał nieznajomemu, który przedstawił się jako Piotr. - O, tu masz zapas wody, jakbyś potrzebował. Do jedzenia nic specjalnego nie znajdziesz, ale coś mogę zostawić - na kamieniu kilka batonów energetycznych i dwie saszetki glukozy. - Radzę iść w tym kierunku, tam jest względnie bezpiecznie i dojdziesz w miarę szybko do cywilizacji - tu wskazał swoją trasę, pomijając oczywiście budynki, które odwiedzał. - Nic to, czas mi w drogę. Do zobaczenia w spokojniejszych czasach - zasalutował niedbale i odszedł w ciemność ruin pobliskiego zaułka.


Obrazek


Alarm w bazie lotniczej to nie kaszka z mleczkiem, ciasteczko z kremem, ani nawet pizza z ananasem. Syrena rozdarła się niczym obsrany niemowlak w każdym budynku - hangarach, koszarach żołnierzy, kwaterach oficerskich, kantynie, magazynach. Nawet w latrynach, przerywając dumanie co bardziej zdolnym do refleksji mundurowym. Alarm! Tak, alarm to nie przelewki. Żołnierze, niezależnie od stopnia stawili się w określonych miejscach. Rozkazy prędko trafiły do oficerów, którzy rozdysponowali zadania. Część żołnierzy odwołano, niektórzy jednak mieli niedługo zasmakować odrobiny wojackiej przygody. Kilku oficerów unosiło w zdziwieniu brwi, dowiadując się, co zaplanował dla nich dowódca. Ale cóż, jego wola, rzecz święta. Skoro padł rozkaz, trzeba go wykonać. - Jazda, szybciej! Przebierać nogami! - darli się podoficerowie na szeregowych, w panice narzucających sprzęt na grzbiet. - Co wy, elita jesteście czy obsrajtuchy?! - W akompaniamencie takich okrzyków 1. „Ferski” Batalion Wojsk Hybrydowych zbierał się do akcji.

Obrazek


Głęboki, basowy pomruk silników samolotów zagłuszał wszystko. Duchota dawała się we znaki. Wojskowe ciężkie C-5-tki nie były w końcu luksusowymi samolotami pasażerskimi. Desantowcy z „Ferskiego” batalionu tłoczyli się jak sardynki, przygotowując się do kolejnego skoku w ich życiu. Wśród nich znajdował się szeregowy August von Hippogriff. I jemu pot skapywał spod hełmu, uwierały jak zawsze nie do końca rozchodzone buty i ciążyła broń. Sarkał jak dziesiątki innych żołnierzy w tym i reszcie samolotów transportowych - w końcu cały batalion był w ruchu! Siedmiuset ludzi, a do tego sprzęt i skrzynie pełne zaopatrzenia. Nikt, poza oficerami nie wiedział, gdzie lecą. Nie wiedzieli, że jeszcze chwila a nad ich hełmami zapali się zielone światło, wąsaty pilot mruknie do głośnika „strefa zrzutu za 30 sekund!”, otworzy się ogromna gardziel włazu, a perskie niebo zaroi się od spadochroniarzy.

Obrazek
Namiestnik Starosarmacji
Dowódca Bazy Sił Powietrznych w Punta
mjr KSP bar. Bartosz von Thorn-Janiczek herbu Groty
Avatar użytkownika
Żołnierz Książęcych Sił Zbrojnych
Dwór Jego Książęcej Mości
Starosarmacja
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez August dlS 10 sty 2020, o 16:46

Obrazek

August już w momencie wsiadania do jednego z samolotów transportowych nie wiedział, dokąd lecą, był jednak świadomy, że dzieje się coś bardzo ważnego. - Ciekawe. Jeszcze kilkadziesiąt minut temu byłem w bazie 1 Batalionu Ferskiego Hybrydowego, a teraz lecę, w dodatku nie wiadomo dokąd. Cóż za przewrotność losu... - pomyślał. Nigdy nie uważał się za zbyt spostrzegawczego, niemniej jednak szybko stwierdził, że prawie nikt, poza oficerami, nie zna celu podróży. Niespodziewanie zapaliło się zielone światło, a pilot zakomunikował o osiągnięciu strefy zrzutu za trzydzieści sekund. Otworzył się właz. August był poddenerwowany. Nic dziwnego. Był to jego pierwszy skok w życiu. Niebo zaroiło się od spadochroniarzy. Na tle chmur widać było wyraźnie zielonkawe czasze spadochronów. Zniżał się coraz bardziej ku ziemi. Metr po metrze pokonywał pochylony dla niego pod kątem dystans ku miejscu, w którym wyląduje. I wreszcie to się stało. Znalazł się na ziemi. Miejsce jego lądowania było piaszczyste, to dostrzegł w pierwszej kolejności. Nie dlatego, że był marudny, chociaż może po części również z tego powodu, lecz przede wszystkim dlatego, że wylądował w pozie niekomfortowej blisko gruntu. Zresztą na co innego liczył? Niemniej jednak ważne, że przeżył swój pierwszy skok. Rozejrzał się dookoła. Nie znał tych okolic. Nigdy tu nie był. - Czy to nadal Starosarmacja? - zastanawiał się. W pobliżu wylądowali też jego towarzysze z Batalionu z Feru. Nie wiedział gdzie w zasadzie są, ale liczył na to, że niedługo się dowie...

Obrazek
August von Hagsen de La Sparasan
Były Burmistrz KM Grodzisk, były dowódca 4 Regimentu Piechoty Gwardii Hasselandzkiej, były Talnék Garnizonu Wedlowskiego, były ambasador Księstwa Sarmacji w Federacji Nordackiej, były menedżer Luczeng
Avatar użytkownika
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez von Thorn-Janiczek 23 sty 2020, o 21:02

Wojskowe batony energetyczne smakowały jak zawsze, czyli kiepsko. Kleista konsystencja owocowej mazi i kawałków suszonych owoców miała dostarczyć kalorii i energii, a nie smakować. I taka była prawda - prawda, z którą zderzały się pokolenia żołnierzy. Nie zwracając uwagi na wątpliwe walory smakowe porucznik von Thorn-Janiczek usiadł na kupce gruzu, która prawdopodobnie była kiedyś małym kioskiem. Nawet pomiędzy kamieniami wydać było strzępy wyblakłych magazynów. Mężczyzna z ciekawości wziął w dłonie rozpadające się pismo. Nie dało się z niego dużo wyczytać, litery wyblakły, rozmyły się, zginęły pod warstwami brudu i grzyba. Tu i ówdzie widać było tylko wyrwane z kontekstu słowa. „Sebka Inkaskiego”, „Scrios atha” czy „sprzedam opla” - tak, to była historia sprzed wielu, wielu lat. Porucznik odrzucił jednak śmieć, gdy w ciszę gruzowiska wdarło się subtelne buczenie silników lotniczych. - No wreszcie… - mruknął do siebie, spoglądając na zegarek. Po chwili na bezchmurnym niebie pojawiły się ciemne punkciki samolotów transportowych oraz mniejsze, samolotów osłony. Nie minęło więcej niż 5 minut, a za transportowcami zaczęły wykwitać jasne plamki spadochronów. - Są i moje latające świnie… - uśmiechnął się lekko, pogwizdując suitę tytułową ze starego filmu, którego tytuł wypadł mu z głowy - ale melodia nie chciała. - Co to było…Coś o szpiegach i zamachu? Dobra, diabli z tym. - mruknął, spoglądając w przestworza. Nad ferskim niebem pojawiły się Książęce Siły Zbrojne - pierwsi żołnierze 1. Ferskiego Batalionu Hybrydowego właśnie z chrzęstem opadali na starosarmacką, zniszczoną kataklizmami ziemię.

Obrazek


Koperta była oznaczona wojskowymi pieczęciami Książęcych Sił Powietrznych. Gruba, tekturowa, z odpowiednimi oznaczeniami tajności oraz wysokiego priorytetu. Ślady wilgotnych palców żołnierza dyżurnego nie psuły dokumentu, który wylądował na biurku sierżanta Taddeo von Hippogriff-Piccolominiego. Dowódca specjalistów od burzenia i budowania jeszcze nie wiedział, co znajduje się w środku. Wystarczy jednak chwila, by po zapoznaniu się z dokumentem mógł podjąć decyzję, wszcząć alarm i by jego ludzie znaleźli się w drodze do Feru, a właściwie jego ruin, gdzie miały się odbyć wspólne ćwiczenia. Wszcząć alarm to jednak prosta sprawa. Przetransportować jednostkę wraz z zapleczem - to już wyzwanie. Na szczęście nadawca, por. Bartosz von Thorn-Janiczek, dowódca bazy w Punta, pomyślał i o tym. Gdzieś tam, daleko od biura sierżanta saperów, siedział spocony, lekko wystraszony szeregowy, którego oficer dyżurny posadził przy telefonie. - Siedź na dupie i czekaj na telefon. Jak zadzwonią kopidołki, to dasz znać i wyślemy transport po nich. - powiedział, dopinając pas i poprawiając kurtkę mundurową. Wystarczył jeden telefon i w powietrze ruszy oddział, który przetransportuje wojska saperskie.

Obrazek


Lądujący spadochroniarze sprawnie i żwawo zbierali sprzęt. Upychali spadochrony, wrzucali na grzbiety zasobniki i zbierali się w drużyny, plutony i kompanie. Nie wszyscy mieli miękkie lądowanie - kilka skręconych kostek, rozbitych łokci i kolan to i tak niewielka cena za lądowanie w trudnym terenie. Kilkudziesięciu żołnierzy zwiało znad strefy zrzutu w ruiny. - Cholera, byle obyło się bez złamań… - mruknął do siebie von Thorn-Janiczek, nie dopuszczając do siebie nawet myśli o gorszych ewentualnościach. Po chwili podbiegł do niego podoficer, wycierając krew spływającą z nosa. Ten też nie miał łatwego lądowania - zwłaszcza, gdy przebił się przez eternitowy dach jakiejś szopy, by wbić się w jej duszny, śmierdzący mrok. Zameldowawszy się dowódcy stanął na baczność, nie zważając na smętnie wiszącą na wąsie kropelkę krwi. - No już już, spocznij. - mruknął porucznik i z kieszeni na piersi wyjął złożoną na dwoje kopertę, opatrzoną pieczęcią Książęcych Sił Powietrznych. - Zaopatrzenie - rozbić tymczasowe centrum dowodzenia, cybernetyczni niech rozstawią łączność - wydał pierwsze dyspozycje, obserwując coraz większe rzesze zbierających się karnie żołnierzy. - Łapiduchy rozstawić szpital polowy, kompania wartownicza - niech zaznaczy strefy zrzutu i zaznaczy perymetry. Wyznaczyć warty. - dodał. - Dowódcy kompanii niech zbiorą się za godzinę na odprawę. - zakończył wstając i otrzepując spodnie z pyłu. - Ty szeregowy zostajesz, będziesz moim łącznikiem w czasie akcji. - zadecydował porucznik i trzymając kopertę ruszył wolnym krokiem w kierunku zbierających się kompanii powietrzno-desantowych.

Obrazek
Namiestnik Starosarmacji
Dowódca Bazy Sił Powietrznych w Punta
mjr KSP bar. Bartosz von Thorn-Janiczek herbu Groty
Avatar użytkownika
Żołnierz Książęcych Sił Zbrojnych
Dwór Jego Książęcej Mości
Starosarmacja
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez August dlS 31 sty 2020, o 14:40

To dalej Fer, albo okolice Feru, stwierdził w myślach August. Nadal jednak nie wiedział dokładnie, po co tu są. Przypuszczał, że to element ćwiczeń. Nie mógł jednak tego długo rozważać. Prawie wszyscy jego towarzysze broni już wylądowali. Teraz zebrali się oni wszyscy. Rozkazy dowódcy były jasne. Wszyscy wzięli się do działania, zaczęto rozstawiać szpital polowy. Adekwatne do sytuacji, pomyślał August. Wielu naszych się trochę poturbowało. Jednemu z szeregowców się poszczęściło, dowódca wyznaczył go na łącznika. Nie zazdrościł mu. Zresztą on sam ma pecha, i boi się, by jego pech się nie rozprzestrzenił na cały oddział. August zawsze obawiał się zaraźliwości swojego "braku szczęścia", jak to określał. Jednak jak na razie wszystko szło dobrze.
August von Hagsen de La Sparasan
Były Burmistrz KM Grodzisk, były dowódca 4 Regimentu Piechoty Gwardii Hasselandzkiej, były Talnék Garnizonu Wedlowskiego, były ambasador Księstwa Sarmacji w Federacji Nordackiej, były menedżer Luczeng
Avatar użytkownika
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez Taddeo 2 lut 2020, o 20:14

Obrazek

Cholernie bolała mnie głowa. Mogłem wypić kawę przed wejściem do helikoptera. Trudno. Już się rozpakowaliśmy,a nawet niektórzy już jadą.
Obrazek
Obrazek

Pewnie pojadę na końcu z porucznikiem von Thornem-Janiczkiem. Mówił, że będzie dużo roboty. Mam nadzieję, że nic się nie stanie z transportem. Jest tam zbyt dużo ustrojstw do wybuchów. Już cały plac obejrzałem. Już pod namiotem porucznika. Po żołnierzach widać, że przyszedłem na czas. Trzeba się zbierać i jechać te 50 km...

Obrazek
Obrazek
(~) sierżant Taddeo van Hälsing-Marcjan-Chojnacki
von Hippogriff-Piccolomini SJ
Książę Koronny

Obrazek
Avatar użytkownika
Królestwo Teutonii
Królestwo Baridasu
Żołnierz Książęcych Sił Zbrojnych
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez Bocian 3 lut 2020, o 12:03

Poranne słońce przebijało się przez ruiny budynków i gdzieniegdzie rosnące drzewa i swoimi ciepłymi promieniami muskało ziemię. Piotr vel Bocian stał w miejscu swojego biwaku i pakował swoje rzeczy do plecaka. Był na siebie zły. Noc była spokojna, ale on niewiele spał, bo w głowie przewijał mu się tylko obraz żołnierza, który celował w niego z pistoletu. Nigdy wcześniej nikt do niego nie mierzył. Do niego? Reportera? Z jednej strony cieszył się, że nie spanikował w danej sytuacji, ale z drugiej, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, do głowy przychodziły mu różne wizualizacje tego spotkania i możliwości swojego zachowania. Był zły, że na niektóre rzeczy wpadł dopiero teraz. Przecież kiedyś trenował nawet sztuki walki. Mógł zrobić uskok, przeskok i szybko obezwładnić stojącego niedaleko żołnierza. Oczywiście czasami pojawiał się obraz, w którym taka akcja mu się nie udaje i zostaje trafiony przez zdezorientowanego przybysza, ale szybko wypędzał takie myśli z głowy. Dowartościowywał się pomysłem, że jednak pokonuje spotkanego żołnierza. Wtedy to on, a nie mężczyzna w mundurze zadawałby pytania. Taak, to była jedna z tych możliwości chodzących mu po głowie, która teraz to wydawała się być prosta jak przysłowiowy drut. Dlatego był na siebie zły, że wtedy do głowy nie przyszedł mu żaden sensowny pomysł.

Mężczyzna założył plecak i spojrzał w górę. Na niebie pojawiły się ciemne punkty, które szybko się powiększały, a do uszu dobiegał coraz głośniejszy odgłos silników. – Samoloty? Co tu się dzieje..- zapytał sam siebie. – Oby tylko nie zrzucili tu jakiejś bomby chcąc rozpocząć wszystko na nowo..
Piotr vel Bocian wolno ruszył pomiędzy gruzami co jakiś czas zerkając na niebo. Gdy wyszedł z ruin budynku na ulicę, samoloty były już dokładnie wyraźne. Spoglądając na nie dojrzał coś jeszcze. Pojawiały się jakieś drobne punkty, które szybko spadały. Tak jakby samoloty coś gubiły. Nie zdążył przyjrzeć się dokładniej, bo w tym samym momencie kolejno przy punkcikach zaczęły pojawiać się czasze spadochronów. Żołnierze. Mężczyzna idąc obserwował niebo, na którym z każdą chwilą robiło się coraz gęściej. Przy każdym żołnierzu pojawiał się otwarty spadochron. No, może nie przy każdym od razu, ale prędzej czy później spadochron się otwierał. Przynajmniej Piotr vel Bocian miał taką nadzieję.
Pieprzę tę wyprawę – syknął do siebie. - Tu się jakaś wojna szykuje, a ja mam jeszcze do napisania artykuł o jeżach.

Poprawił plecak i skierował się w stronę, z której kilka dni temu przybył. Ruszył w stronę domu.
Obrazek
Avatar użytkownika
Konsulat Sclavinii
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez von Thorn-Janiczek 10 lut 2020, o 12:46

- Panie poruczniku! Panie poruczniku! - zakrzyknął kapral, biegnąc w kierunku von Thorn-Janiczka. - I co się drzesz na akcji? - mruknął dowódca, patrząc na żołnierza krytycznym wzrokiem. - Głuchy nie jestem. - dodał. - Kawę przyniosłem panie poruczniku - wskazał na termos wetknięty w ładownicę. - I wiadomość od nasłuchu - skazał na namiot, który fachowo rozłożyli żołnierze, a obok którego coraz bardziej rósł system anten, plątanina kabli, jakieś ekrany i tajemnicze, buczące skrzynki. - Dobra, dawaj. Kawę też - szybko dodał porucznik, widząc, że zaaferowany kapral już zbiera się do odmeldowania się. Po chwili został sam, z szeregowym, który miał być łącznikiem. - Szeregowy, lećcie sprawdzić czy strefy zrzutu są oznaczone i przekażcie mój rozkaz, by zaplanowano teren pod parkowanie ciężkiego sprzętu - rzucił w przestrzeń, a po chwili został już całkowicie sam. Rozwinął kartkę z rozkazem, przeleciał wzrokiem po papierze. - No, są w drodze, nasze drogie kopidołki… - mruknął. - Szere…szlag, polazł. - zmitygował się żołnierz, przypominając sobie o dopiero co odprawionym łączniku. - Ty tam, szeregowy! Meldować się u mnie, na jednej nodze! - krzyknął w kierunku stojącego nieopodal spadochroniarza, Augusta von Hippogriffa. - Mianuję Was drugim łącznikiem, także odmeldujecie się do moich osobistych rozkazów. - dodał po chwili. Nad Ferem roznosił się gwar męskich głosów, unosił się pył, wzbijany spod setek żołnierskich butów. Rozkazy zostały wydane, w końcu minęła już godzina od odprawy. - Co sądzicie o tym burdelu szeregowy… jak Wam na imię? - zagadnął oficer.

Obrazek


Namiot dowodzenia był przytulny, jak na warunki polowe oczywiście. Chłodna woda w przenośnych, podłączanych do agregatu lodówkach przyjemnie orzeźwiała - zwłaszcza połączona z elektrolitami o smaku mandarynki. Stół, z rozłożonymi mapami ruin był otoczony przez grupę mężczyzn, wśród nich najwyższy stopniem był porucznik, który dowodził całą akcją. Dowódcy kompanii oraz ich zastępcy z nieudawanym zainteresowaniem wpatrywali się w mapy Feru. Wreszcie akcja! Pierdzieli w stołki w koszarach, a teraz wreszcie są w terenie! Niejeden młody umysł działał na wysokich obrotach, nabuzowany pompowaną do żył adrenaliną. - Panowie. - zaczął dowódca - Jesteśmy tutaj w dwóch celach. Po pierwsze, by przećwiczyć działanie na zapleczu wroga, które ma charakter zrujnowanego miasta. - zaczął wyliczać. - Po drugie, chciałbym by chłopcy nieco się rozruszali, pomagając choćby częściowo doprowadzić ten burdel do stanu używalności - mówiąc to, wskazał na mapę, z zaznaczonymi strefami działań i budynkami. - Ale zacznijmy od ćwiczeń. - popatrzył w oczy otaczających go mężczyzn. - Pierwsza kompania! Na zachodniej stronie miasta macie trzy budynki, dwa stare magazyny i biurowiec. Wasz cel to wysadzić biurowiec w ten sposób, by zablokował tę drogę - tu wskazał na jedną z ulic miasta-widma. -Z kolei magazyny mają zostać podpalone tak, by ogień był kontrolowany przez cały okres wypalania. Wasz cel to otoczenie tego trójkąta - palcem narysował kształt na mapie, w środku którego znajdowała się stara willa - zniszczonymi budynkami. - Zakończył, wpatrując się w szarookiego żołnierza, stojącego po jego prawej stronie. - Tak jest! - szczekał tamten, odmeldowując się. - Dobra… 2. kompania! Tu jest komenda główna policji, a tu główna remiza strażacka. Podzielicie się na grupy i zrobicie sobie małe gry wojenne. Jedna strona jest strażakami i policjantami, druga to wiadomo - nasi. - Zaczął perorować porucznik. - Waszym celem jest przejęcie dyspozytorni, składu broni i parku pojazdów obu jednostek. Oczywiście bez rozgłosu. - zakończył, a dowódca kompanii potwierdził rozkaz skinięciem głowy. - Dobra… 3. kompania. Postrzelacie trochę. - powiedział dowódca, upijając łyk wody z kubka. Przyjemnie zimna ciesz spłynęła wysuszonym gardłem. - Na południu macie dwie stare wille, całkiem nieźle zachowane i stary posterunek, chyba czegoś na wzór straży miejskiej. - wskazał miejsca na mapie. - Niech plutony naprzemiennie ćwiczą strzelanie snajperskie, uprowadzenie celu z zabezpieczonego budynku i czyszczenie zabezpieczonego celu. A 4. kompania niech weźmie od cybernetycznych kilku żołnierzy i popróbujcie zagłuszania komunikatów w tym burdelu. - zakończył, dopijając resztkę wody. Reszta wiedziała co robić, pozostało czekać tylko na raporty. - No, rozejść się. - von Thorn-Janiczek wydał ostatni rozkaz, a podkomendni rozeszli się do swoich obowiązków.

Obrazek


Żołnierze działali jak w zegarku. Wyszkoleni na doskonałym poziomie stawiali namioty medyczne, zaopatrzone odpowiednio w agregaty, sprzęt, leki i łóżka. Oczywiście wszyscy liczyli, że sprzęt nie zostanie użyty - w końcu nikt nie chciał strat w czasie akcji. Na razie udało się ich uniknąć, nie licząc kilku otarć, skręconej kostki, wybitego zęba i kilku stłuczeń - czyli nie było niczego, z czym twardy żołnierz Księstwa by sobie nie poradził. Żołnierze o specjalizacjach medycznych siedzieli w cieniu jakiejś ruiny, dawnego centrum handlowego albo galerii, paląc papierosy, popijając wodę z manierek z lekkim uśmiechem patrząc na łącznościowców, którzy w słońcu rozwijali kable, klnąc i złorzecząc na piekące słońce. Nie było jednak zmiłuj, łączność musiała być zachowana. Pierwsze radiostacje i sieci komputerowe już działały, zbierając meldunki od patroli, z bazy i od innych oddziałów, zaangażowanych w akcję. Oddziały powietrzne zrobiły kilka kółek nad ruinami miasta, zrobiły kilka beczek, co spowodowało wiwaty u spadochroniarzy i uśmieszki u oficerów i podoficerów i odleciały do bazy. Patrole meldowały brak jakichkolwiek zagrożeń, wysoki poziom zniszczeń, brak niebezpiecznej radiacji, zanieczyszczeń chemicznych czy biologicznych. Generalnie sielanka. Informacja z kolumny saperskiej potwierdziła, że inne oddziały księstwa wyruszyły do Feru. Łącznościowcy, ci którzy nie babrali się z kablami i antenami, siedzieli przy sprzęcie i gorączkowo spisywali raporty. Machina informacyjna była doskonale naoliwiona. Nad wszystkim górował namiot dowodzenia, rozbity na małym wzgórzu, co wywołało dezaprobatę dowódcy. - Jeszcze bardziej mogli go podkreślić, psia mać… - mruknął, obiecując sobie w duchu reprymendę dla tego, który postanowił rozbić namiot dowodzenia na strefie narażonej na ostrzał i inwigilację. Nie kazał jednak zmienić rozstawienia namiotu - w końcu nie byli na wrogim terytorium. Największy pył unosił się na wschodniej części ruin, gdzie oddziały wartownicze wyznaczały strefy zrzutu. Tam miał lądować ciężki sprzęt i zaopatrzenie, w przypadku tworzenia mostu powietrznego. Wyznaczono również kilka lądowisk polowych dla śmigłowców, a nawet rozpoczęto oczyszczanie pasa do lądowania małych samolotów transportowych. - Jakoś sobie radzą robaczki moje… - uśmiechnął się do siebie von Thorn-Janiczek, upijając łyk kawy, którą przyniósł mu kapral łączności i z lekkim rozrzewnieniem patrzył na 4 kompanie wyruszające w pole.

Obrazek
Namiestnik Starosarmacji
Dowódca Bazy Sił Powietrznych w Punta
mjr KSP bar. Bartosz von Thorn-Janiczek herbu Groty
Avatar użytkownika
Żołnierz Książęcych Sił Zbrojnych
Dwór Jego Książęcej Mości
Starosarmacja
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez August dlS 11 lut 2020, o 14:09

A jednak mu się poszczęściło. August został drugim łącznikiem. Odpowiedzialna rola... Bez względu, czy tego chciał, czy nie, jego myśli schodziły nieustannie na ostatnie wydarzenia, skłaniając go do niemal filozoficznych rozważań. I tego chciał uniknąć. Dlatego postanowił całkowicie zaangażować się w pracę. Z zamyślenia wyrwało go pytanie porucznika. August niemal bez wahania stwierdził: - To pierwsze ćwiczenia tego typu, jakie dotąd widziałem. - Po tych słowach rozejrzał się dookoła. Wśród ruin medycy odpoczywali, w cieniu, chroniąc się przed ostrym słońcem, które niemiłosiernie piekło w karki tych, którzy rozkładali kable. Wielu żołnierzy obserwowało manewry i beczki kręcone nad miastem przez samoloty. Z pierwszego rozstawionego już sprzętu łącznościowego dobiegały meldunki, regularnie rejestrowane przez część z łącznościowców. Wszystkie te odgłosy mieszały się ze sobą na tle ustawionego na górze, niczym mały materiałowy zamek, namiotu dowódców. August kichnął kilka razy. Wszędzie unosił się pył, w większym stężeniu drażniący nozdrza. - Akcja się rozkręca - Powiedział do siebie August. Chwilę jeszcze obserwował całość przygotowań, po czym przeniósł wzrok na oddziały wyznaczające strefy zrzutu wśród wszechobecnego pyłu.
August von Hagsen de La Sparasan
Były Burmistrz KM Grodzisk, były dowódca 4 Regimentu Piechoty Gwardii Hasselandzkiej, były Talnék Garnizonu Wedlowskiego, były ambasador Księstwa Sarmacji w Federacji Nordackiej, były menedżer Luczeng
Avatar użytkownika
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez Taddeo 18 lut 2020, o 21:17

Jeszcze niebo było jasne o tej godzinie. Sierżant Taddeo von Hippogriff-Piccolomini SJ wraz z dwoma żołnierzami przyglądał się miejscu, gdzie za 10 minut będę ładnie ustawione łopaty, skrzynie z linami i palnikami, przedmiotami które saper musi szanować i wielbić, bo one mogą uratować mu życie. Nie jest to pierwsza akcja oddziału z Zommerlandu, nie raz już używali tych zabawek. Patrzy na zegarek. Pomyślał że może już na spokojnie dojść do namiotu Pana porucznika. Wysłucha rozkazów i będzie mógł wziąść się za robotę w tych ruinach. To już tu, pomyślał. Patrzy jak wartownicy salutują, odpowiada tym pięknym gestem, po czym wchodzi do środka namiotu...
(~) sierżant Taddeo van Hälsing-Marcjan-Chojnacki
von Hippogriff-Piccolomini SJ
Książę Koronny

Obrazek
Avatar użytkownika
Królestwo Teutonii
Królestwo Baridasu
Żołnierz Książęcych Sił Zbrojnych
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez Joanna Izabela 18 lut 2020, o 21:35

Joanna Izabela rektor TAM postanowiła wysłać najlepszych teutońskich lekarzy ze swojego ośrodka. Przez pierwszy tydzień tworzyli on polowy szpital, który miał posłużyć jako zabezpieczenie medyczne. Przyszłość nie wyglądała kolorowo, ale jednak chęć pomocy ludziom przeważyła strach. Mimo w miarę dobrego sprzętu jakim dysponowali, nie byli pewni czy dysponują odpowiednią ilością lekarstw, bandaży i gaz. Mogła mieć tylko nadzieje, że w razie braków inne samorządy również zainterweniują.
(-)Joanna Izabela
Królowa Teutonii
Avatar użytkownika
Królestwo Teutonii
Prefektura Sarmacji
Sejm Księstwa Sarmacji
Rada Ministrów
Dobry Obywatel
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Starosarmacja

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość