Forum Centralne

Wspólne forum Księstwa Sarmacji i jego prowincji

Przejdź do zawartości

W przypadku problemów z zalogowaniem usuń ciasteczka.

Akcja BOCIEK — etap I

Serce Księstwa Sarmacji — to tutaj toczy się nasze wirtualne życie

Re: Akcja BOCIEK — etap I

Postprzez Konrad Jakub 12 kwi 2018, o 14:01

Tylko że siłą rzeczy nie możemy oferować wszystkiego i być skierowani do wszystkich. To jak wydawać grę strategiczną i potem czytać uwagi, że powinno być więcej strzelania i hazardu, bo inaczej nic ciekawego tutaj robić nie można i nie gram w tę grę.

Jak ktoś nie jest zainteresowany mikropaństwem i mikropolityką, to nigdy nie będziemy dla tego kogoś atrakcyjni. Nie zrobimy z Sarmacji gry "we wszystko", bo ostatecznie będziemy grą do niczego i dla nikogo.
Konrad Jakub, z łaski Urusa i woli Narodu Król Baridasu, Najwyższy Kapłan Málauski, wielki książę Arped etc. etc.
Nikt jeszcze nie polubił tej wypowiedzi
Avatar użytkownika
Królestwo Baridasu
Trybunał Koronny
Sejm Księstwa Sarmacji
Książę Sarmacji
Żołnierz Książęcych Sił Zbrojnych
Naczelna Izba Architektury
Dobry Obywatel
 

Re: Akcja BOCIEK — etap I

Postprzez VAT 12 kwi 2018, o 23:14

Konrad Friedman napisał(a):Tylko że siłą rzeczy nie możemy oferować wszystkiego i być skierowani do wszystkich. To jak wydawać grę strategiczną i potem czytać uwagi, że powinno być więcej strzelania i hazardu, bo inaczej nic ciekawego tutaj robić nie można i nie gram w tę grę.

Jak ktoś nie jest zainteresowany mikropaństwem i mikropolityką, to nigdy nie będziemy dla tego kogoś atrakcyjni. Nie zrobimy z Sarmacji gry "we wszystko", bo ostatecznie będziemy grą do niczego i dla nikogo.


No tak, tylko mam wrażenie, że 'zabawa w mikropaństwo' używana jako bliżej nieokreślony slogan, termin ogólny, pewna idea, stała się doskonałym alibi dla rzeczywistości, w której z jednej strony - mimo upływu lat - w ogóle owej zabawy nie rozwijamy i nie dostosowujemy jej do współczesnych realiów, a z drugiej zaś, nie jesteśmy nawet w stanie powiedzieć w sposób klarowny, cóż takiego atrakcyjnego dla przeciętnego odbiorcy z zewnątrz mamy obecnie do zaoferowania.

Można oczywiście przyjmować, że osoby zainteresowane zabawą w mikronacje (tak na marginesie, konia z rzędem temu, kto powie mi, czym ta zabawa obecnie - w 2018 r. - właściwie jest i ile ma ona w sobie z tej zabawy, w którą bawiliśmy się 10 czy 15 lat temu) i tak do nas przyjdą i mimo wszystko zostaną, mimo siermięgi i tego, że tak naprawdę w Sarmacji niewiele ciekawego się obecnie dzieje (paradoksalnie, nawet ten wycierany raz po raz przez wszystkich slogan, że symulujemy tu państwo, coraz bardziej skrzeczy, gdyż obecnie owej symulacji państwa jest jak na lekarstwo), ale moim zdaniem, jeśli myślimy na poważnie o wyjściu do młodych/starych/kogokolwiek, to jednak trzeba mieć jakiś ciekawy, przemyślany kontent, którym można się chwalić. Konkretny kontent, a nie ogólne hasło: "Tutaj możesz być kim tylko chcesz, ogranicza Cię tylko wyobraźnia."

W przeciwnym wypadku przyjmijmy, że kisimy się we własnym sosie, w bardzo ograniczonym zbiorze osób (dodajmy: starzejącym się i z roku na rok nieubłaganie kurczącym) i spróbujmy z godnością ów stan rzeczy i powolne zwijanie się naszej zabawy zaakceptować, nie tracąc cennego czasu na mrzonki o promocji i przyciąganiu młodych.

Wiele osób mówi, że Sarmacja od zawsze była niszą dla niszy. Zgadza się, była. Tylko kiedyś jako ta nisza była innowacyjna w skali internetu (w każdym razie polskiego). Proponowała coś ciekawego, niepowtarzalnego. Zabawę owszem - specyficzną i nie dla wszystkich - ale będącą jednocześnie nową jakością i wielkim 'wow' dla osób, które tu przybywały (nawet dla takich, które po jakimś czasie uznawały, że to jednak zbyt dziwaczne miejsce dla nich). Obawiam się, że dla obecnych nastolatków Sarmacja nie jest już 'wow', tylko jakimś dziwnym, niezrozumiałym tworem - ni to grą, ni to platformą towarzyską, ni to happeningiem. Dla ludzi z zewnątrz nie mamy żadnej klarownej tożsamości i zakładam, że bardziej widzi się w nas miejsce spotkań grupki znajomych, która przy okazji owych towarzyskich spotkań bawi się w specyficzną gierkę RPG, niż miejsce gdzie symuluje się mikropaństwo lub prowadzi się mikropolitykę. W tym kontekście mam wręcz poczucie, że my właśnie jesteśmy taką grą "we wszystko" przed którą Pan Kanclerz ostrzega.
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste

Obrazek
Avatar użytkownika
Królestwo Teutonii
Trybunał Koronny
 

Re: Akcja BOCIEK — etap I

Postprzez Helwetyk 13 kwi 2018, o 00:57

VAT napisał(a):Wiele osób mówi, że Sarmacja od zawsze była niszą dla niszy. Zgadza się, była. Tylko kiedyś jako ta nisza była innowacyjna w skali internetu (w każdym razie polskiego). Proponowała coś ciekawego, niepowtarzalnego […]. Obawiam się, że dla obecnych nastolatków Sarmacja nie jest już „wow”, tylko jakimś dziwnym, niezrozumiałym tworem — ni to grą, ni to platformą towarzyską, ni to happeningiem.

Nie obawiałbym się tego, że jesteśmy — bo byliśmy od zawsze i pozostaniemy do samego końca — „dziwnym, niezrozumiałym tworem”. Na tym polega uroda Internetu, że oprócz mediów i serwisów głównego nurtu można w nim trafić także na takie aberracje jak mikronacje. W 2004 roku odsetek polskich gospodarstw domowych posiadających dostęp do Internetu wynosił 26% [1]. W roku 2017 wyniósł 81,9% [2]. Myślę, że można bezpiecznie założyć, że od czasu naszego powstania w roku 2002 czterokrotnie zwiększyła się liczba osób, do których możemy potencjalnie dotrzeć. Nawet w warunkach zupełnej niszowości — to sporo. Nie chodzi o to, żeby było nas kilka tysięcy, ale paręset mogłoby się znaleźć.

Jestem również (siłą rzeczy… ;-)) jak najdalszy od uważania jakiejkolwiek kategorii wiekowej za docelową. Nie jestem przekonany, że owa idea przewodnia, z której ujęciem w słowa mamy problem, jest w jakiś szczególny sposób adresowana do młodszych użytkowników internetu. Gdy z kolei patrzę na to, jak wygląda Craigslist, utwierdzam się w przekonaniu, że kluczem do sukcesu nie jest współcześnie wyglądający serwis internetowy (choć wersja mobilna niewątpliwie by się nam przydała…).

Moim zdaniem główne problemy są dwa. Pierwszy jest taki, że zupełnie nas nie ma w mediach społecznościowych. Przy potężnych oporach zastąpiliśmy listę dyskusyjną forum, po czym zatrzymaliśmy się w miejscu. Przypomnijmy: Sarmacja powstała w roku 2002, a Facebook otworzył się na wszystkich użytkowników — jeżeli wierzyć Wikipedii — w roku 2006, przy czym popularność w Polsce zdobył pewnie jakiś zauważalny czas później. Nie wykluczałbym, niestety, tego, że trzeba byłoby przenieść się, przynajmniej w części, na jakąś grupę Facebookową, aby lepiej (jakkolwiek?) docierać do osób potencjalnie zainteresowanych.

Owa nieobecność ma także drugi wymiar. Nikt nie pisze o nas artykułów, dzięki którym mogliby do nas trafić nowi mieszkańcy. Dawno minęły czasy artykułu w „CD-Action” (bez którego zresztą, być może, nas by nie było). Mam wrażenie — być może mylne — że nawet tak dziwny i niezrozumiały twór, jakim jest Księstwo Sarmacji, mógłby zainteresować paru redaktorów nie mniej niszowych profilów na Facebooku, choćby po to, żeby pojawił się w nich jakiś content, a być może właśnie dlatego, że tak osobliwa społeczność zostałaby uznana za ciekawostkę.

Drugi problem jest poważniejszy. Abstrahując nawet od samej procedury imigracyjnej i biurokratycznej ścieżki zdrowia, rozbijamy się o problem włączenia nowo przybyłych w życie mikronacji. To wspomniane przez Barona nieszczęsne „tutaj możesz być kim tylko chcesz, ogranicza Cię tylko wyobraźnia”, ale także atmosfera. Ilość żółci w sarmackiej przestrzeni zdecydowanie nie pomaga; nie służy także zresztą zatrzymaniu obecnych obywateli, czego dowodem jest kilka ostatnich odejść, ale także śmierć kanału IRC, która nastąpiła pod moją nieobecność.

Bo — ile i ilu z nas wchodzi na stronę główną Księstwa Sarmacji, spodziewając się czegoś sympatycznego? To nie jest tak, że zabawa w mikronacje jest inna niż 10 czy 15 lat temu. Jest, co do swojej istoty, dokładnie taka sama. Tylko „jakoś” kiedyś bardziej się chciało, i mam też wrażenie (choć tu, być może, patrzę na przeszłość w różowych barwach), że odzew wobec inicjatyw był lepszy. I to w tym miejscu upatrywałbym źródeł tego, o czym pisał Baron wcześniej — że jesteśmy „siermiężni, nudni i w ogóle nieatrakcyjni”. Skoro już się nie chce, to zostaje, co zostaje.

__________________________________________
1. Społeczeństwo informacyjne w Polsce. Wyniki badań statystycznych z lat 2004–2006
2. Społeczeństwo informacyjne w Polsce w 2017 r.
ObrazekObrazekObrazek
(—) Helwetyk książę-diuk Romański,
Marszałek Sejmu, b. dyrektor Mennicy Eldorackiej, były funkcjonariusz publiczny
Avatar użytkownika
Kościół Diuczej Wiary
Królestwo Baridasu
Naczelna Izba Architektury
 

Re: Akcja BOCIEK — etap I

Postprzez VAT 13 kwi 2018, o 10:17

Helwetyk napisał(a):W 2004 roku odsetek polskich gospodarstw domowych posiadających dostęp do Internetu wynosił 26% [1]. W roku 2017 wyniósł 81,9% [2]. Myślę, że można bezpiecznie założyć, że od czasu naszego powstania w roku 2002 czterokrotnie zwiększyła się liczba osób, do których możemy potencjalnie dotrzeć.


No właśnie, więc z matematycznego punktu widzenia, czysto teoretycznie, jeśli zabawa, w którą się bawimy byłaby obecnie równie atrakcyjna co kiedyś, to powinno do nas trafiać w sposób całkowicie naturalny (tzn. na zasadzie, że ktoś szperając po internecie natrafia na naszą stronę lub wzmiankę o niej) proporcjonalnie więcej osób niż w 2004 r., przez sam fakt, że większa część społeczeństwa( w tym także ów procentowy lub promilowy wycinek stanowiący niszę zainteresowaną ideą mikronacji) ma obecnie dostęp do internetu, a więc także - potencjalnie do Sarmacji. Tak niestyty nie jest i tutaj pojawia się pytanie dlaczego? Naturalna odpowiedź, jaka się nasuwa, brzmi -'gdyż obecnie internet oferuje o wiele więcej ciekawych rzeczy do przeglądania/robienia niż w 2004 r., więc mało kto ma czas żeby do czegoś takiego jak Sarmacja samoczynnie dotrzeć' i tutaj pojawia się to o czym JKW mówi, czyli kwestia promocji, powiększania zasięgów. Tylko idąc w tym kierunku wcześniej czy później musimy zderzyć się z drugiem problemem, a mianowicie takim, że nawet jeśli jakoś zaczniemy się skutecznie promować, to musimy mieć coś, czym zaciekawimy nowego użytkownika i zachęcimy go do zabawy. Oczekiwanie, że dzisiejsze konsumpcyjne społeczeństwo, przyzwyczajone do tego, że zabiega się o jego względy i atencję na każdym roku, będzie nagle samodzielnie, żmudnie i powolnie zgłębiać Sarmację, samemu wymyślając dla siebie zajęcie tutaj, samemu oswajając się z tym specyficznym i hermetycznym społeczeństwem i samemu próbując znajdować w tym jakiś fun, jest moim zdaniem bardzo naiwne.

Jesteśmy produktem internetowym jak każdy inny - facebook, youtube, gierki online, wykop itd. - i skoro tamte platformy - giganci, od których miliony są uzależnione i nie wyobrażają sobie życia bez nich - by przetrwać muszą się ciągle rozwijać, to my tym bardziej.


Helwetyk napisał(a):Jestem również (siłą rzeczy… ;-)) jak najdalszy od uważania jakiejkolwiek kategorii wiekowej za docelową.


Ja też jestem daleki, ale według mnie, czy nam się to podoba czy nie, istota zabawy w mikronacje, m.in. stopień zaangażowania jaki jest niezbędny do aktywnej zabawy, powoduje, że oprócz informatyków, albo ogólnie ludzi, którzy dużą część dnia spędzają przed komputerem, właśnie osoby relatywnie młode, nastolatki, są tym targetem, który ma czas żeby się w Sarmację bawić (tak, bo jesteśmy koniec końców tylko zabawą i ludzie mogą poświęcić Sarmacji czas realnie przeznaczony na zabawę - im jesteśmy starsi, tym tego czasu jest mniej, oczywista oczywistość).

Helwetyk napisał(a):Pierwszy jest taki, że zupełnie nas nie ma w mediach społecznościowych. Przy potężnych oporach zastąpiliśmy listę dyskusyjną forum, po czym zatrzymaliśmy się w miejscu. Przypomnijmy: Sarmacja powstała w roku 2002, a Facebook otworzył się na wszystkich użytkowników — jeżeli wierzyć Wikipedii — w roku 2006, przy czym popularność w Polsce zdobył pewnie jakiś zauważalny czas później. Nie wykluczałbym, niestety, tego, że trzeba byłoby przenieść się, przynajmniej w części, na jakąś grupę Facebookową, aby lepiej (jakkolwiek?) docierać do osób potencjalnie zainteresowanych.


Tak, tylko powiedzmy głośno to, o czym wiele osób wie, ale jakoś się o tym nie mówi. Promowanie Sarmacji w mediach społecznościowych jest problemem i opornie idzie m.in. dlatego, że ludzie nie chcą firmować Sarmacji swoimi realnymi kontami w mediach społecznościowych, gdyż uważają zabawę w KS za coś wstydliwego, intymnego, za coś, czym lepiej się na prawo i na lewo nie chwalić. To oczywiście nie jest jedyny problem, ale jeden z wielu, dla których profil KS na Fb wygląda jak wygląda.

Helwetyk napisał(a):Owa nieobecność ma także drugi wymiar. Nikt nie pisze o nas artykułów, dzięki którym mogliby do nas trafić nowi mieszkańcy. Dawno minęły czasy artykułu w „CD-Action” (bez którego zresztą, być może, nas by nie było). Mam wrażenie — być może mylne — że nawet tak dziwny i niezrozumiały twór, jakim jest Księstwo Sarmacji, mógłby zainteresować paru redaktorów nie mniej niszowych profilów na Facebooku, choćby po to, żeby pojawił się w nich jakiś content, a być może właśnie dlatego, że tak osobliwa społeczność zostałaby uznana za ciekawostkę.


Tu się zgadzam co do zasady, choć nie zgadzam się, że bez artykułu w CD-Action by nas nie było. Na pewno nie byłoby wielu wybitnych Sarmatów (co w sumie zadaje kłam teorii, że ta nisza, do której jesteśmy adresowani, znajdzie nas sama z siebie tak czy inaczej), natomiast Sarmacja przed artykułem w CDA istniała i miała się całkiem dobrze. Oczywiście ten artykuł to był wielki boost, pełna zgoda.

Z drugiej strony, skoro zgadzamy się (a chyba zgadzamy się wszyscy), że pisanie o mikronacjach w necie zrobi nam dobrze, to dlaczego sami nie wyjdziemy z inicjatywą? Dlaczego nie roześlemy do potencjalnych gazet/portali, które mógłby zainteresować temat pt. 'mikronacje' propozycji napisania o nas, nie spróbujemy jakoś zwrócić na siebie ich uwagi? Spróbujmy, bo tylko wtedy będziemy wiedzieli obiektywnie na ile atrakcyjnym kąskiem realnie jesteśmy. Wnioski mogą nas zaskoczyć - tak bardzo pozytywnie jak i bardzo negatywnie - ale jakoś nikt do tej pory nie miał odwagi wziąć tego 'na klatę' i nie zanosi się żeby ktoś taką odwagę w sobie znalazł.

Kiedyś mówiłem w prywatnej rozmowie z jednym Sarmatą, że dobre byłoby zebrać jakąś kilku/kilkunasto osobową grupę osób spoza mikroświata - nie wiem, pokazać Sarmację naszym dzieciom, dzieciom znajomych, naszym znajomym, młodszemu rodzeństwu i poprosić ich, żeby bawili się w KS przez tydzień/dwa, a potem stworzyć jakąś ankietę, w której osoby te wypowiedzą się na temat ich odczuć co do jakości/atrakcyjności zabawy w Sarmację oraz tego, co ich do niej zachęcało, a co zniechęcało i co ewentualnie można byłoby zmienić. Tutaj znowu - wnioski mogłyby być bardzo dobre albo bardzo złe - ale tylko wtedy mielibyśmy jakiś w mniej więcej miarodajny feedback. Oczywiście, zaraz pojawią się głosy, że to bez sensu, bo jesteśmy tak niszową zabawą, że wnioski losowo wybranych osób (w domyśle: nie należących do tej niszy) na pewno byłyby krytyczne, co nie oddawałby rzeczywistego stanu rzeczy. Tylko ja znowu nie wiem, na ile te głosy są głosami rozsądku, a na ile wyrazem obawy przed krytyką, przed zdezawuowaniem wartości tego co tutaj robimy i próbą zachowania bezpiecznego status quo.

Helwetyk napisał(a):To wspomniane przez Barona nieszczęsne „tutaj możesz być kim tylko chcesz, ogranicza Cię tylko wyobraźnia”, ale także atmosfera. Ilość żółci w sarmackiej przestrzeni zdecydowanie nie pomaga; nie służy także zresztą zatrzymaniu obecnych obywateli, czego dowodem jest kilka ostatnich odejść, ale także śmierć kanału IRC, która nastąpiła pod moją nieobecność.


Tutaj się zgadzam w całej rozciągłości. Atmosfera w Sarmacji jest tak duszna, że aż nie do zniesienia. Poziom żółci, chamstwa, prostactwa, niezachowywanie elementarnych zasad kultury - to naprawdę nie robi nam dobrej reklamy i przykro się na to parzy okiem osoby z zewnątrz. Ludzie wyżywają się na sobie, na osobach obranych sobie za cel i wychodzi to daleko poza narrację, poza odgrywanie swojej roli, od których w mikronacjach nie uciekniemy. Prawda jest taka, że pewna grupa 'fajnych' Sarmatów jest w stanie zniszczyć, zaszczuć i zniechęcić do zabawy każdego, kogo obierze sobie za cel, co więcej, są w stanie to zrobić w bardzo krótkim czasie. Żeby była jasność - nie mówię tutaj o obecnej grupie 'fajnych' i zmasowanym hejtowaniu na każdym kroku poczynań obecnego monarchy czy ostatnio mojej matki (która zawiniła jedynie tym, że ważyła się mieć inne zdanie niż jedyne obecnie prawilny pogląd akceptowany przez aktualną grupę 'fajnych'). Dzisiaj mamy taką grupę fajnych, kiedyś mieliśmy inne. RCA nie jest pierwszą osobą szczutą w Sarmacji i nie jest też pewnie ostatnią. Szkoda tylko, że osoby szczujące (znowu - nie mówię o obecnych przypadkach, tylko stawiam ogólną tezę) zdają się nie mieć refleksji, że w którymś momencie warto powiedzieć stop i chociaż na chwilę odpuścić, zmienić płytę, bo inaczej, po pierwsze -robi się to nużące, po drugie - możemy kogoś realnie zasmucić lub skrzywdzić i zniechęcić do zabawy.

Helwetyk napisał(a):Bo — ile i ilu z nas wchodzi na stronę główną Księstwa Sarmacji, spodziewając się czegoś sympatycznego?


Pewnie niewielu, z drugiej strony ciężko o zapał w sytuacji, gdy trudno nam się jest identyfikować z jakąś działającą w Sarmacji grupą. Ciężko znaleźć dla siebie niszę. Kiedyś było inaczej pewnie dlatego, że było nas więcej. Były obozy radykalnie anty-książęce, umiarkowanie anty-książęce, sceptyczne do księcia, neutralne, pro-książęce i ultra-pro-książęce (to oczywiście pewne uproszczenie, bo nie o sam stosunek do Księcia chodzi, ale wydaje mi się, że dobrze obrazuje to mechanizm, o którym chce napisać) i każdy mógł znaleźć dla siebie gdzieś jakieś ideologiczne poletko. Obecnie jest trudno, bo i ilość aktywnie działających publicznie osób jest mała. I tak np. ja, osoba w stosunku do Księcia nastawiona neutralnie (na arenie ogólnosarmackiej) i neutralnie/sceptycznie (jeśli chodzi o narrację teutońską) nie mam za bardzo aktywne działającej w Sarmacji grupy docelowej, z którą mógłbym się identyfikować. Brzydzi mnie bowiem i wywołuje moją coraz to większą odrazę to, co robi opozycja totalna wobec Księcia (tutaj abstrahuję nawet o tego co się dzieje w Baridasie, bo część zgrzytów zrzucam ma karb specyficznej prowincjonalnej narracji, chociaż nie oszukujmy się - to co się dzieje w KB i w centrali to są rzeczy ściśle powiązane, przemyślana i metodycznie realizowana kampania w ściśle określonym celu), a jednocześnie nie jestem na tyle pro-Książęcy żeby toczyć z tą opozycją boje (bo po pierwsze nie mam tyle czasu, po drugie nie ma co kopać się z koniem, a po trzecie nie jestem aż tak zapatrzony w osobę obecnego monarchy żeby nie widzieć, że popełnił wiele gaf). Efekt jest taki, że się nie udzielam i staram się koncentrować na wątkach niepolitycznych, a więc m.in z jednej strony tym co robię w TK, a z drugiej sportem.
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste

Obrazek
Avatar użytkownika
Królestwo Teutonii
Trybunał Koronny
 

Re: Akcja BOCIEK — etap I

Postprzez Helwetyk 13 kwi 2018, o 15:20

VAT napisał(a):
Helwetyk napisał(a):W 2004 roku odsetek polskich gospodarstw domowych posiadających dostęp do Internetu wynosił 26% [1]. W roku 2017 wyniósł 81,9% [2]. Myślę, że można bezpiecznie założyć, że od czasu naszego powstania w roku 2002 czterokrotnie zwiększyła się liczba osób, do których możemy potencjalnie dotrzeć.

No właśnie, więc z matematycznego punktu widzenia […] powinno do nas trafiać w sposób całkowicie naturalny […] proporcjonalnie więcej osób niż w 2004 r. […]. Tak niestety nie jest i tutaj pojawia się pytanie dlaczego? Naturalna odpowiedź, jaka się nasuwa, brzmi „gdyż obecnie internet oferuje o wiele więcej ciekawych rzeczy do przeglądania/robienia niż w 2004 r., więc mało kto ma czas żeby do czegoś takiego jak Sarmacja samoczynnie dotrzeć” i tutaj pojawia się to o czym JKW mówi, czyli kwestia promocji, powiększania zasięgów.

Na początku istnienia Sarmacji podejmowaliśmy znaczną ilość działań promocyjnych! Po tylu latach nie jestem w stanie stwierdzić, jaki odsetek tych artykułów stanowią materiały będące pochodną naszych ruchów, ale na pewno spory. Pamiętam, że sam pisałem do co najmniej kilku redakcji. Były to także czasy posiadania prywatnych stron internetowych, i również na tym odcinku prowadziliśmy promocję — bannerową, która wówczas jeszcze działała. Atrakcyjność mikronacji we współczesnym internecie to jedno (i tutaj wydaje mi się, że jakkolwiek treści do konsumpcji w internecie jest oczywiście nieporównywalnie więcej, to jednak w mikronacjach chodzi głównie o aktywny, „kreatywny” udział w społeczności, i nie jestem wcale przekonany co do tego, że na tym polu jest wyraźnie lepiej niż w kilkanaście lat temu) — ale brak promocji to drugie.

VAT napisał(a):Tylko idąc w tym kierunku wcześniej czy później musimy zderzyć się z drugiem problemem, a mianowicie takim, że nawet jeśli jakoś zaczniemy się skutecznie promować, to musimy mieć coś, czym zaciekawimy nowego użytkownika i zachęcimy go do zabawy. Oczekiwanie, że dzisiejsze konsumpcyjne społeczeństwo, przyzwyczajone do tego, że zabiega się o jego względy i atencję na każdym roku, będzie nagle samodzielnie, żmudnie i powolnie zgłębiać Sarmację, samemu wymyślając dla siebie zajęcie tutaj, samemu oswajając się z tym specyficznym i hermetycznym społeczeństwem i samemu próbując znajdować w tym jakiś fun, jest moim zdaniem bardzo naiwne.

Byłoby naiwne — gdybyśmy zakładali, że przeciętny konsument stanowi naszą grupę docelową. Nie mamy zasobów do tego, żeby stworzyć jakąkolwiek grę o poziomie atrakcyjności choćby zbliżonym do najbardziej podstawowego komercyjnego produktu, więc na tego rodzaju magnes nie liczę; nie jestem nawet przekonany co do tego, że zmiana w tym kierunku byłaby pożądana. Jesteśmy wyjątkowo hermetyczni, ale też i owa hermetyczność — chyba — jest powodem, dla którego tutaj jesteśmy i, mimo wszystko (tak bardzo mimo wszystko… :-)), wracamy. Skupiłbym się raczej na tym, w jaki sposób te wszystkie osobliwości mogą stać się naszymi atutami. Oczywiście, jestem w tym miejscu jak najdalszy od założenia, że obecna, szeroko rozumiana polityka imigracyjna, jest poprawna; wirusem sarmatki trzeba najpierw skutecznie zarazić.

VAT napisał(a):
Helwetyk napisał(a):Jestem również (siłą rzeczy… ;-)) jak najdalszy od uważania jakiejkolwiek kategorii wiekowej za docelową.

Ja też jestem daleki, ale według mnie, czy nam się to podoba czy nie, istota zabawy w mikronacje, m.in. stopień zaangażowania jaki jest niezbędny do aktywnej zabawy, powoduje, że oprócz informatyków, albo ogólnie ludzi, którzy dużą część dnia spędzają przed komputerem, właśnie osoby relatywnie młode, nastolatki, są tym targetem, który ma czas żeby się w Sarmację bawić (tak, bo jesteśmy koniec końców tylko zabawą i ludzie mogą poświęcić Sarmacji czas realnie przeznaczony na zabawę — im jesteśmy starsi, tym tego czasu jest mniej, oczywista oczywistość).

Ludzi, którzy już pracują zawodowo, a jednocześnie „dużą część dnia spędzają przed komputerem” jest bardzo, bardzo wielu. Szczerze mówiąc, nie jestem wcale pewny co do tego, że w tej konkurencji młodsze grupy jednoznacznie wygrywają. Zdecydowanie zbyt wiele czasu w godzinach pracy zmarnowałem na Facebooku wspólnie z innymi osobami przebywającymi przy swoich biurkach… ;-)

VAT napisał(a):Tak, tylko powiedzmy głośno to, o czym wiele osób wie, ale jakoś się o tym nie mówi. Promowanie Sarmacji w mediach społecznościowych jest problemem i opornie idzie m.in. dlatego, że ludzie nie chcą firmować Sarmacji swoimi realnymi kontami w mediach społecznościowych, gdyż uważają zabawę w KS za coś wstydliwego, intymnego, za coś, czym lepiej się na prawo i na lewo nie chwalić. To oczywiście nie jest jedyny problem, ale jeden z wielu, dla których profil KS na Fb wygląda jak wygląda.

To prawda, ale nie piszę o tym. Nie klikam w żadne posty zamieszczone na sarmackim Facebooku, ponieważ doskonale wiem, że w przypadku moich znajomych #nikogo. Z poczuciem zażenowania miałem problem kilka lat temu, w czasach unii sarmacko-wandejskiej — nikomu nie chciałem dawać do zrozumienia, że jestem aktywnym członkiem społeczności, która na pierwszy rzut oka przypomina komentarze na Onecie. Obecnie mam silne przeczucie, że gdyby komukolwiek wyświetlił się na tablicy jakiś artykuł w Sarmacji, to po kliknięciu w niego nastąpiłoby szybkie wzruszenie ramion i to tyle. Ludzie mają swoje dziwaczne hobby.

O czym piszę — to: w roku 2002 problem prywatności w internecie nie istniał. Zaczęliśmy posługiwać się pseudonimami kilka lat później, gdy zaczął nabierać poważniejszych rozmiarów, a jeszcze kilka lat później się okazało, że nie ma to większego sensu, ponieważ Facebook i Google i tak wiedzą o nas wszystko. Należę sobie od pewnego czasu do grupy zamkniętej, która w większości przypadków ma zdecydowanie żenującą zawartość, ale jednocześnie liczy sobie ok. 75 000 członków i w której, jak to na Facebooku, ludzie występują w większości pod własnymi imionami i nazwiskami.

W tym kontekście rozważam głośno — nie ze stuprocentowym przekonaniem, ponieważ byłoby to dodatkowe miejsce publiczne i to takie, nad którym nie mielibyśmy żadnej kontroli — czy taka zamknięta grupa Facebookowa, do której każdy może łatwo, bez biurokratycznej ścieżki zdrowia, dołączyć, i z której wiadomości wyświetlają się, w zależności od ustawień, na Facebookowej tablicy, nie staje się aby koniecznością. Nie po to, aby promować Sarmację, ale po to, aby docierać do osób w jakimkolwiek stopniu Sarmacją zainteresowanych.

Jeżeli chodzi o promowanie Sarmacji w mediach społecznościowych, to…

VAT napisał(a):Z drugiej strony, skoro zgadzamy się (a chyba zgadzamy się wszyscy), że pisanie o mikronacjach w necie zrobi nam dobrze, to dlaczego sami nie wyjdziemy z inicjatywą? Dlaczego nie roześlemy do potencjalnych gazet/portali, które mógłby zainteresować temat pt. „mikronacje” propozycji napisania o nas, nie spróbujemy jakoś zwrócić na siebie ich uwagi? Spróbujmy, bo tylko wtedy będziemy wiedzieli obiektywnie na ile atrakcyjnym kąskiem realnie jesteśmy. Wnioski mogą nas zaskoczyć — tak bardzo pozytywnie jak i bardzo negatywnie — ale jakoś nikt do tej pory nie miał odwagi wziąć tego „na klatę” i nie zanosi się żeby ktoś taką odwagę w sobie znalazł.

Ale — jakiej odwagi? To nie jest kwestia odwagi, to jest kwestia umiejętności napisania dobrego, ciekawego artykułu (czy raczej serii dobrych, ciekawych artykułów), ponieważ dziennikarze są rozleniwieni przez biura prasowe wszystkich możliwych instancji i jeżeli zakładamy, że napiszą coś sami z siebie, to źle zakładamy. ;-)

VAT napisał(a):Kiedyś mówiłem w prywatnej rozmowie z jednym Sarmatą, że dobre byłoby zebrać jakąś kilku/kilkunastoosobową grupę osób spoza mikroświata […]. Oczywiście, zaraz pojawią się głosy, że to bez sensu, bo jesteśmy tak niszową zabawą, że wnioski losowo wybranych osób (w domyśle: nie należących do tej niszy) na pewno byłyby krytyczne, co nie oddawałby rzeczywistego stanu rzeczy. Tylko ja znowu nie wiem, na ile te głosy są głosami rozsądku, a na ile wyrazem obawy przed krytyką, przed zdezawuowaniem wartości tego co tutaj robimy i próbą zachowania bezpiecznego status quo.

Przyznam, że taka była i moja pierwsza reakcja, co nie znaczy, ze pomysł uważam za zły. Dopóki nie spróbujemy, to się nie przekonamy — ot, co. Czy ktoś w naszym gronie ma na tym odcinku doświadczenie i jest w stanie opracować sensowną ankietę, z której będziemy w stanie wyciągnąć jakieś uporządkowane wnioski?

VAT napisał(a):
Helwetyk napisał(a):To wspomniane przez Barona nieszczęsne „tutaj możesz być kim tylko chcesz, ogranicza Cię tylko wyobraźnia”, ale także atmosfera. Ilość żółci w sarmackiej przestrzeni zdecydowanie nie pomaga; nie służy także zresztą zatrzymaniu obecnych obywateli, czego dowodem jest kilka ostatnich odejść, ale także śmierć kanału IRC, która nastąpiła pod moją nieobecność.

[…] Brzydzi mnie bowiem i wywołuje moją coraz to większą odrazę to, co robi opozycja totalna wobec Księcia […]. Efekt jest taki, że się nie udzielam i staram się koncentrować na wątkach niepolitycznych, a więc m.in z jednej strony tym co robię w TK, a z drugiej sportem.

Przyznam, że z akurat tym przykładem mam problem. Nie rozwijając zanadto wątku, by nie odbiegać od tematu poświęconego imigracji, mam dość mocno ugruntowaną opinię, że działania opozycji są w znacznym stopniu skutkiem działań Jego Książęcej Mości, także z miesięcy poprzedzających elekcję. Od wielu lat uważam, że tak, jak był zawsze jednym z najlepszych Kanclerzy, a jego cechy osobiste czyniły z niego postać doskonale polaryzującą społeczeństwo i ożywiającą scenę polityczną, tak dokładnie te same cechy powodują, że jego wybór na konstytucyjny symbol jedności Narodu był dość niefortunny.

„Nie jestem aż tak zapatrzony w osobę obecnego monarchy, żeby nie widzieć, że popełnił wiele gaf” dość zgrabnie oddaje to, że trudno przyznawać mu rację nawet wtedy, gdy ją ma. ;-)
ObrazekObrazekObrazek
(—) Helwetyk książę-diuk Romański,
Marszałek Sejmu, b. dyrektor Mennicy Eldorackiej, były funkcjonariusz publiczny
Avatar użytkownika
Kościół Diuczej Wiary
Królestwo Baridasu
Naczelna Izba Architektury
 

Re: Akcja BOCIEK — etap I

Postprzez Konrad Jakub 15 kwi 2018, o 22:11

Zapraszam do wzięcia udziału w ankiecie dotyczącej całej akcji.

Rada Ministrów Księstwa Sarmacji ma przyjemność zaprosić Państwa do wzięcia udziału w badaniu na temat predyspozycji i chęci obywateli do aktywnego uczestnicwa w akcji BOCIEK.

Ankieta nie jest anonimowa — według założeń, uczestnictwo nie jest obowiązkowe, a udzielone odpowiedzi mają na celu skoordynowanie i zebranie potencjału ludzkiego do działania w przyszłości. Wyniki imienne będą jednak znane tylko organizatorom badania.

Udzielone odpowiedzi nie są traktowane jako sztywne zobowiązania do pomocy.

Zachęcamy do wzięcia udziału, nawet jeżeli badany w swoim mniemaniu nie posiada specjalnych talentów — najważniejsza sprawa to chęć do działania. Nie wymagamy niesamowitych poświęceń, jednorazowa, krótka praca jest równie ważna, co długofalowa współpraca.

W badaniu znajdują się również ogólne pytania co do możliwości i pomysłów na zwiększenie polujacji Sarmacji.

Dziękuję i zapraszam do wypełniania ankiet!
Konrad Jakub, z łaski Urusa i woli Narodu Król Baridasu, Najwyższy Kapłan Málauski, wielki książę Arped etc. etc.
Avatar użytkownika
Królestwo Baridasu
Trybunał Koronny
Sejm Księstwa Sarmacji
Książę Sarmacji
Żołnierz Książęcych Sił Zbrojnych
Naczelna Izba Architektury
Dobry Obywatel
 

Re: Akcja BOCIEK — etap I

Postprzez Remigiusz L. 15 kwi 2018, o 22:24

Wypełniona.
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser
Legat Koronny
El Dictatore del Distrito de Tropicana
Obrazek
Avatar użytkownika
Sejm Księstwa Sarmacji
Dobry Obywatel
Korona Księstwa Sarmacji
 

Re: Akcja BOCIEK — etap I

Postprzez Zombiakov 24 kwi 2018, o 23:15

Też wziąłem ... udział.

Pytanie o tym co przeszkadza w pozyskaniu mieszkańców bradziej pachniało pytaniem co przeszkadza w ich utrzymaniu.
Bo w pozyskaniu przeszkadza brak prób ich pozyskania.
A w utrzymaniu potencjalnie pozyskanych rzeczywiście .... niektóre z wymienionych czynników.
Diuk Prokrust Zombiakov
... bo śmierć to nie koniec ...
Nikt jeszcze nie polubił tej wypowiedzi
Avatar użytkownika
Korona Księstwa Sarmacji
 

Poprzednia strona

Powrót do Polityka i społeczeństwo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Tomasz Dostojewski i 4 gości