Forum Centralne

Wspólne forum Księstwa Sarmacji i jego prowincji

Przejdź do zawartości

W przypadku problemów z zalogowaniem usuń ciasteczka.

Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Najstarsza prowincja Księstwa Sarmacji oraz nasza stolica, Książęce Miasto Grodzisk

Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez von Thorn-Janiczek 24 lis 2019, o 18:27

Ciepłe, słabe światło rozchodziło się po pokoju, pachnącym kawą i kurzem. Miękkie plamy jasności padały na starą, nadgryzioną zębem czasu mapę. Ciszę wieczoru przerywało jedynie szuranie papierów, stukot odkładanego na stół kubka i od czasu do czasu ciche westchnienia. Wiszący na krześle mundur pobłyskiwał dwiema gwiazdkami na granatowym pagonie.
- Szlag, trzeba wreszcie tam iść… - mruknął mężczyzna, pocierając nerwowo brodę.
Kubek z dopitą kawą stygł. Ołówek kreślił linie, tworzył punkty i zaznaczał miejsca, posłuszny ruchom dłoni porucznika Książęcych Sił Powietrznych. Po kilku kwadransach baronet von Thorn-Janiczek odłożył ołówek, usiadł ciężko na krześle i zapatrzył się w mapę. W jego głowie kłębiły się myśli, obawy i pytania bez odpowiedzi. Jakie trudności i niebezpieczeństwa napotka? Czy wróci cały i zdrów? Czy ta wyprawa w ogóle ma sens? Czy uda się przywrócić Księstwu leżące odłogiem ziemie? Gdyby w tym czasie jakaś postronna osoba zajrzała do pokoju, albo zabłąkana dusza stanęłaby nad stołem, zobaczyłaby, że mdłe światło oświetla postrzępioną mapę, w której rogu wyblakły tusz tworzy litery, układające się w napis FER…

Obrazek

Broń krótka, latarka, akumulatory, lina, racje żywnościowe, podstawowe opatrunki, sprzęt radiowy… Plecak okazał się cholernie mały, a przydatnych przedmiotów tak dużo. - Będę jak pieprzony muł, tragarza powinienem zatrudnić - zmełł przekleństwo baronet, dopinając plecach, w którym upchnięty był jego dobytek, który miał się przydać na najbliższe dni. - Chwała wynalazcom spodni bojowych - uśmiechnął się do siebie mężczyzna, pakując do bocznych kieszeni dodatkowy ekwipunek. Amunicja do niezawodnego Colta 1911, tabletki uzdatniające wodę, kompas - to i wiele innych trafiło do schowków w ubraniu żołnierza. Ciężki plecak, kryjący nie tylko zapasy ale i podstawowy sprzęt biwakowy, ubrania na zmianę oraz sprzęt elektroniczny wylądował na plecach. Żwir i piach miło chrzęściły pod wygodnymi, odpornymi na ciężkie warunki terenowe butami. Dzięki przyciemnianym okularom świecące ostro słońce nie męczyło oczu. - A więc tak czuli się pionierzy z dawnych lat… - mruknął von Thorn-Janiczek, splunął i ruszył w kierunku pustkowi Gelloni, tam, gdzie mapa wskazywała Fer. Fer, którego został burmistrzem. Fer, który zamierzał choćby odrobinę podźwignąć z zapomnienia.

Obrazek
Namiestnik Starosarmacji
Burmistrz Feru
Dowódca Wojsk Bojowych KSZ
Dowódca Bazy Sił Powietrznych w Punta

mjr KSP bar. Bartosz von Thorn-Janiczek herbu Groty
Avatar użytkownika
Żołnierz Książęcych Sił Zbrojnych
Dwór Jego Książęcej Mości
Starosarmacja
Dobry Obywatel
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez von Thorn-Janiczek 26 lis 2019, o 16:26

Żwir chrzęścił nieprzyjemnie pod butami o grubej, wojskowej podeszwie. Słońce prażyło niemiłosiernie. Lekki wiatr, niosący fale gorącego powietrza wcale nie niósł ukojenia. Krople potu wolno i cierpliwie wsiąkały w ubranie, znacząc je ciemnymi plamami potu. Trzynaście kilometrów. Zrobił tylko pieprzone trzynaście kilometrów. Cały dzień marszu po pustkowiach, usłanych tu i ówdzie ruinami, wykrotami i porzuconym dobytkiem dnia codziennego. Trzynaście kilometrów! Von Thorn-Janiczek usiadł w cieniu kawałka muru, zdaje się, że kiedyś był to magazyn. Odpoczywając w cieniu, który nie dawał wytchnienia pociągnął łyk wody i wyjął mapę. To był trzeci dzień wyprawy, mężczyzna pokonał około 40 kilometrów, choć w linii prostej pokonał ich może z 20. Kluczenie między budynkami, ruinami i innymi przeszkodami nie ułatwiało sprawy. - Trzeba będzie to posprzątać, bo przecież tu się żyć nie da… - mruknął, patrząc na pająka, który w cieniu leżącej nieopodal blachy dobierał się do wciąż trzepoczącej muchy. Toczyła się walka życia ze śmiercią. Oderwawszy wzrok od niewątpliwej tragedii mężczyzna wyjął notatnik i zaczął pisać.

Obrazek

***
Dzień 3, godzina 16:19, pustkowia Gellonii.

Śladów bytowania ludzi brak. Tereny zniszczone, ale możliwe do odzyskania. Wymagana pomoc wojska (?), służb saperskich. Rezerwuary wody obecne, niezanieczyszczone substancjami szkodliwymi, jak wynika z pobieżnych badań. Roślinność zdrowa, choć rozpleniona z powodu braku kontroli. Fauna obecna, w nocy dało się słyszeć wycie wilków, ale bez kontaktu wzrokowego. Stan zapasów: dobry. Stan zdrowia: dobry. Stan sprzętu: dobry. Kolejny wpis na dniach.
Namiestnik Starosarmacji
Burmistrz Feru
Dowódca Wojsk Bojowych KSZ
Dowódca Bazy Sił Powietrznych w Punta

mjr KSP bar. Bartosz von Thorn-Janiczek herbu Groty
Avatar użytkownika
Żołnierz Książęcych Sił Zbrojnych
Dwór Jego Książęcej Mości
Starosarmacja
Dobry Obywatel
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez Piotr III Łukasz 27 lis 2019, o 05:56

Zadzwoniłem do kierownika wyprawy. Ze smutkiem wysłuchałem relacji.
Pamiętam, gdy to miasto żyło, gdy sam tam jeździłem z przemycanymi fajkami - pomyślałem sącząc tajemniczy* płyn.

*) zapraszam korporacje do współpracy reklamowej
(—) Piotr III Łukasz
książę Sarmacji
Ojciec Założyciel Księstwa Sarmacji
Avatar użytkownika
Królestwo Baridasu
Królestwo Hasselandu
Konsulat Sclavinii
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez Bocian 5 gru 2019, o 10:16

Piotr vel Bocian poznawał tę okolicę. Sam nie wiedział w jaki sposób, bo nic nie było takie jak to zapamiętał. Może to przez kolor cegieł zniszczonego budynku sugerujący jaka była tu kiedyś fasada kamienicy? A może to te ruiny obok, które podobne były do charakterystycznego gmachu, który mijał kiedyś codziennie? Nie znał do końca odpowiedzi. Po prostu czuł, że to tutaj.

Mężczyzna ostrożnie przeszedł kilka metrów w stronę dziury w murze. Przeszedł przez nią wchodząc na stertę gruzu. Rozejrzał się na wszelki wypadek i zrobił dwa kroki w przód uważając, by nie nastąpić po drodze na żaden dziwny przedmiot. A przynajmniej nie na taki, który wyróżniał się czymś spośród tych leżących wszędzie dookoła. Nie miał ochoty po tym co przeszedł wpaść do jakiegoś zakrytego szybu i utknąć tu do końca swoich dni licząc, że znajdzie się jeszcze ktoś, kto zaryzykuje wędrówki po okolicy. Stopą nadepnął na blachę, która mogła być kiedyś częścią dachu. Coś nieprzyjemnie zazgrzytało pod butami. Na wszelki wypadek przeniósł nogę w bezpieczniejsze miejsce.

Krok po kroku przeszedł kilkanaście metrów. Znalazł stabilny kawałek muru i na nim usiadł. Ściągnął z twarzy maskę przeciwpyłową i zrobił kilka łyków wody z menażki, którą miał w plecaku. Rozejrzał się. Tak, to chyba tutaj. O ile nie pomylił całkowicie ruin będących kiedyś budynkiem, to było właśnie cel jego podróży. Siedząc na murze postarał się przywrócić w wyobraźni układ pomieszczenia. Tak, to chyba właśnie tutaj codziennie przyjeżdżał do pracy i spędzał przy biurku cały dzień.

Schował menażkę i siedział przez chwilę nieruchomo. Jest tu. I co dalej? Siedział i bezczynnie czekał. Na co ? Konkretnie nie wiedział na co. Po prostu na coś. Na kogoś. Nie miał dalszych planów. Po prostu coś go od dawna ciągnęło do tego miejsca. Miał nadzieję, że gdy przybędzie tutaj, to coś się wydarzy, chociaż w głębi duszy miał przeczucie, że nikogo tu nie spotka. W sumie po co ktoś miałby tu przebyć?
Obrazek
Avatar użytkownika
Konsulat Sclavinii
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez Bocian 9 gru 2019, o 14:55

Niebo zasłane szarymi chmurami przesłaniały słońce, które powoli chyliło się ku zachodowi.
Nie miał pojęcia, jak długo tu siedział? Godzinę? Dwie? Cztery? Westchnął. Przybył tutaj sam z siebie, bez żadnego mobilizującego hasła, a jednak czuł pewien niedosyt. Nie spodziewał się tłumów, ale w głębi duszy chyba liczył na jakieś towarzystwo. Na jakąś bratnią duszę, która tu się pojawi, aby wprowadzić nowy porządek. Na kogoś, kto będzie chciał zmienić to miejsce, nawet jeśli – tak jak on sam – nie miałby konkretnego pomysłu jak to zrobić. Nie myślał jednak, że nikomu nie zależało na tym miejscu.

Piotr vel Bocian kiwnął głową, jakby przytakiwał sobie w wewnętrznej rozmowie. Tak. Chyba swoje zrobił. Pojawił się tutaj - przecież taki był jego cel. Spojrzał do plecaka. Zapasy żywności wystarczą na dodatkowy dzień postoju. Może na dwa lub trzy, jeśli będzie racjonował pożywienie. Później będzie musiał wracać, bo droga powrotna zajmie mu przynajmniej tyle samo czasu ile spędził idąc tutaj.

Wstał i rozejrzał się. Zanim się ściemni musi znaleźć jakieś miejsce na nocleg, inaczej może go w czasie snu dopaść jakieś głodne zwierzę lub zdziczały pies, na które po drodze natykał się nie raz. Założył plecak i wolnym krokiem ruszył przed siebie w poszukiwaniu miejsca, w którym mógłby spędzić noc. Jeśli uda mu bezpiecznie przetrwać do jutra, podejmie decyzję co zrobić dalej.
Obrazek
Avatar użytkownika
Konsulat Sclavinii
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez von Thorn-Janiczek 9 gru 2019, o 15:35

Dzień 4, godzina 23:38, pustkowia Gellonii.

Sporadyczne ślady obozowania. Tożsamość obozujących nieustalona, sugerowana wzmożona czujność. Pobliska cysterna wodna pełna czystej wody (zbiornik sugeruje zapas dla jednostki medycznej). Fauny niezmiennie brak w zasięgu wzroku, nie licząc robactwa i drobnych gryzoni (nie noszą śladów mutacji czy chorób zewnętrznych). Cel: rejony portowe. Stan zapasów: dobry. Stan zdrowia: dobry. Stan sprzętu: dobry.

Obrazek

Zamykając małego laptopa mężczyzna westchnął, przesuwając dłonią po twarzy. Siedząc na podkulonych nogach na karimacie rozejrzał się jeszcze raz wokół. To kiedyś musiał być całkiem przytulny pub. Boazerie na ścianach, wytarta dziesiątkami stóp drewniana podłoga, resztki kandelabrów na ścianach. Tu i ówdzie jakiś plakat filmowy, nawet zakurzony portret Piotra Mikołaja świadczył o sarmackim duchu tego miejsca. Tylko za kontuarem, pokrytym resztkami szkła, warstwą kurzu i resztkami tynku straszyła pustka. Pobite butelki, wywrócone kufle, dziurawy keg w którym zabrakło nawet wspomnienia po złocistym piwie. I do tego postapokaliptycznego klimatu pasował nawet pożółkły szkielet, leżący na podłodze i szczerzący uśmiech. Spomiędzy jego żeber wystawała rękojeść pordzewiałego noża myśliwskiego. Zdecydowanie ten człowiek nie umarł śmiercią naturalną.- Pieprzona zagłada…- mruknął von Thorn-Janiczek, upijając łyk wody z butelki. Wody pochodzącej z podziemnej cysterny stojącej obok wypalonej skorupy budynku, który wydawał się kiedyś szpitalem. Woda była nieco stęchła, ale czysta. - Da się żyć… - burknął żołnierz i wziął się do czyszczenia swojego styranego, ale niezmiennie niezawodnego Colta M1911. Trzeba być gotowym, wczoraj wyczuł w powietrzu lekki zapach dymu. A to znaczy, że gdzieś tu jest ktoś jeszcze - wrogi? Przyjazny? To się okaże. - Jutro port, pojutrze może budynki administracji. A potem przyjdzie czas na bazę… - westchnął, sprawdzając mechanizmy broni. W ciszy budynku głucho trzasnęła przeładowywana broń.

Obrazek
Namiestnik Starosarmacji
Burmistrz Feru
Dowódca Wojsk Bojowych KSZ
Dowódca Bazy Sił Powietrznych w Punta

mjr KSP bar. Bartosz von Thorn-Janiczek herbu Groty
Avatar użytkownika
Żołnierz Książęcych Sił Zbrojnych
Dwór Jego Książęcej Mości
Starosarmacja
Dobry Obywatel
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez von Thorn-Janiczek 19 gru 2019, o 00:11

Zmiana w powietrzu była aż nadto wyczuwalna. Żelazisty zapach rdzewiejącego metalu zmienił się w lekko wwiercający się w nozdrza słonawy zapach zmieszany z nutą zgnilizny. Gdzieś na granicy percepcji dało się wyczuć szum. Port był coraz bliżej. Mężczyzna spojrzał na kompas i naniósł kilka symboli na podręczną mapę. Rozejrzał się, zapisał w notatniku charakterystyczne elementy krajobrazu. Tu przewrócone, wsparte o siebie słupy wysokiego napięcia, tam samochód osobowy wbity w bok tira, jeszcze obok na wpół zawalona ściana budynku z wielką kuśką wymalowanym sprejem. A więc wandale dotarli nawet tutaj… A może to jakaś sztuka nowoczesna? Von Thorn-Janiczek uśmiechnął się do swoich myśli, splunął gęstą plwociną. Przepłukał gardło wodą z dodatkiem elektrolitów i ruszył przed siebie, odruchowo opierając dłoń na kolbie pistoletu, spoczywającego w kaburze, z lewej strony z przodu. - Jak w pieprzonym westernie. - uśmiechał się do siebie, głaszcząc lekko wytartą, zimną powierzchnię broni.

Obrazek

Nie zawiódł się. Port był taki, jak sobie wyobrażał. Czyli w ruinie. Kilka zawalonych, straszących z zielono-szarej wody żurawi, których ażurowe ramiona wyglądały jak nogi potwora wychodzącego z głębin. Wypalone skorupy magazynów z wyłamanymi drzwiami - czy to w czasie kataklizmu, czy tuż po nim, podczas rabunków. Kilka kolejnych szkieletów, w tym jeden malowniczo wkręcony w koła przerdzewiałego traktora. Pirs, który prosił się o remont ział dziurami, badylami chciwie wczepionymi w każde możliwe pęknięcie i resztkami tego, co w swym gniewie wyrzuciło morze. - No proszę… - mruknął mężczyzna, podnosząc z ziemi przerdzewiały emblemat dywizjonu szturmowego, który stacjonował kiedyś w Ferze. Przetarłszy kawałek metalu o materiał spodni porucznik schował go do bocznej kieszeni. Poprawiwszy plecak z dobytkiem ruszył w kierunku kapitanatu.

Obrazek

W nawet nieźle zachowanym budynku kapitanatu spędził pół dnia. Nie znalazł tam za wiele -sterty śmieci, resztki obozowiska sprzed lat, na wpół zmumifikowanego psa i rozrzucone, pogniłe i pokryte warstwą pleśni papiery. Pośród tych resztek znalazł jednak jeden skarb - ukrytą w pancernej szafie, a więc doskonale zachowaną, mapę okolicy z zaznaczonymi najważniejszymi punktami - zbiornikami wody, policyjnym składem broni, cysternami paliwa, schronami, węzłami kolejowymi, i tak dalej, i tym podobne. - Różne potrzeby rodzą różne skarby - mruknął do siebie żołnierz, chowając cenne znalezisko pod kurtką.

Obrazek

Poczuł to od razu, wychodząc z budynku. Wiatr zawiał od strony zabudowań, niosąc standardowy zapach rozkładu i brudu… i obcą woń. Zapach dymu. Gdzieś tam ktoś palił ognisko. Porucznik odpiął kaburę, tak, by pistolet gładko i szybko mógł wysunąć się z niej, spoczywając w dłoni żołnierza. Wolno idąc przez ruiny zaczął podążać w kierunku, z którego przed chwilą wiał wiatr. Uważając, by nie nadepnąć na walające się szkło parł powoli przed siebie. Szedł tak kilka godzin, czując krople potu wsiąkające w ubranie. Spięte mięśnie powoli odzywały się bólem, głuche burczenie w żołądku dawało znać, że ostatni posiłek dawno został strawiony. Jeszcze trochę, jeszcze chwila… von Thorn-Janiczek musiał sprawdzić, kto inny odwiedza ruiny, które on chciał zamienić w osadę. Zatopiony w myślach prawie nie zwrócił uwagi na chrzęst gruzu pod butami. Przyczaił się w cieniu pobliskiego budynku, korzystając z zapadającego zmroku. Po chwili dojrzał go. Idący z plecakiem mężczyzna raźno szedł przez ruiny, nie rozglądając się za bardzo. Porucznik wydobył po cichu pistolet i poczekał, aż mężczyzna go minie. Gdy znajdował się dobre 20 metrów od niego von Thorn-Janiczek wymierzył pistolet i krzyknął - Stać! Książęce Siły Zbrojne! Ręce do góry bo strzelam! - i wypalił ostrzegawczo w powietrze.
Namiestnik Starosarmacji
Burmistrz Feru
Dowódca Wojsk Bojowych KSZ
Dowódca Bazy Sił Powietrznych w Punta

mjr KSP bar. Bartosz von Thorn-Janiczek herbu Groty
Avatar użytkownika
Żołnierz Książęcych Sił Zbrojnych
Dwór Jego Książęcej Mości
Starosarmacja
Dobry Obywatel
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez Bocian 23 gru 2019, o 10:32

Gdy Piotr vel Bocian się obudził poczuł przeszywający ból. Bolały go zdrętwiałe plecy i barki, w dodatku cały był podrapany nie wiadomo od czego. Nie wyspał się. Wprawdzie miejsce na nocleg znalazł dosyć bezpieczne, ale ponieważ w tej okolicy nie należy nadużywać tego sformułowania, to musiał być czujny cały czas. Pamiętał, że w nocy budził się wielokrotnie reagując na każdy, nawet najmniejszy hałas. Przez większość czasu udawał sen leżąc po prostu nieruchomo z zamkniętymi oczami. Mężczyzna podniósł się rozciągając kości. Nie miał jednak na co narzekać. Trudno wymagać, że w miejscu takim jak to znajdzie się wygodne miejsce do spania. Zaczął zwijać śpiwór. Chronił przed nocnym chłodem, ale wygody nie dawał prawie żadnej. Cóż, trzeba było się z tym liczyć, jeśli miał się spokojnie zmieścić do niewielkiego plecaka.

Mężczyzna założył plecak i zaczął odgruzowywać wejście. Znajdował się w dawnym łączniku pomiędzy dwoma pomieszczeniami. W niektórych miejscach strop był zerwany, jednak trzymał się on na tyle, by uznać, że nie śpi się pod przysłowiowym gołym niebem. Wąskie pomieszczenie z jednej strony było zawalone gruzem, jednak z drugiej można było się przecisnąć do blisko trzymetrowej długości byłego korytarza. Wystarczyło jedynie zamknąć za sobą drzwi, czyli w praktyce zastawić wejście większymi kawałkami betonu i cegieł w taki sposób, aby żadne zwierzę nie mogło się w nocy tutaj dostać.

Obrazek

Wyszedł i zaczął jak co dzień zabrał się za przeszukiwanie okolicy. Sprawdzał rumowiska szukając czegoś przydatnego nie tracąc nadziei, że spotka tutaj jeszcze kogoś. Sukcesem było znalezienie rosnącego ziemniaka. Roślina miała szczęście trafić na przyjazny kawałek gruntu i pięknie się rozwinęła. Mężczyzna wyciągnął z ziemie dwa dojrzałe ziemniaki. Wrócił w pobliże swojego schronienia i rozpalił ognisko. Wkrótce wybuchło żółto-czerwonym płomieniem, z których wydobywały się niewielkie kłęby burego dymu. Odczekał, a gdy ogień naturalnie przygasał, wrzucił do niego ziemniaki, starając się je dokładnie zagrzebać.

Kolejne godziny spędził na wędrowaniu po okolicy. Nie były już takie owocne. Biorąc pod uwagę zapasy wody, postanowił, że to będzie jego ostatnia noc. Rano wyruszy w drogę powrotną. Wolno zapadał zmierzch, więc ruszył w stronę swojej kryjówki. Ognisko wciąż się jeszcze żarzyło. Zajrzał do środka zawalonego korytarza czy przypadkiem nie schroniło się tam żadne zwierzę zwabione zapachem ogniska, ale było czysto. Miał właśnie zrzucić z siebie plecak i zabrać się za wygrzebywanie pieczonych ziemniaków, gdy usłyszał jakiś hałas. Nie były to wyraźne dźwięki, ale raczej przytłumione odgłosy, które jego ucho wyłapało w ciszy. Pies? Jakieś inne zwierzę? Otworzył kaburę wiszącą w pasie, w której trzymał nóż myśliwski i zaciekawiony wolnym krokiem zaczął iść w kierunku, z którego słyszał hałas. Przeszedł w ten sposób kilkadziesiąt metrów i zatrzymał się nasłuchując. Tylko cisza. Uznał, że się przesłyszał. Postanowił wrócić póki jeszcze widział po czym chodzi. Zamknął kaburę i ruszył w kierunku swojej kryjówki.

W pewnym momencie usłyszał okrzyki. Jego mózg nawet nie zarejestrował słów. Najważniejsza była informacja, że jest tu ktoś jeszcze. Odwrócił się w tym samym momencie gdy padł strzał. Znieruchomiał patrząc się zaskoczony na stojącego w oddali przybysza i lufę pistoletu. Podniósł ręce do góry. Mając nóż przeciwko broni palnej nawet nie brał pod uwagę innych możliwości. Stał i czekał spokojnie aż obcy do niego podejdzie. Mężczyzna robił to wolno. Stąpał krok po kroku po gruzach, mając cały czas wymierzoną broń. Sądząc po stroju był żołnierzem. Nie wyglądał na rabusia, a nawet jeśli, to co miałby ukraść?

– Pieczonego ziemniaczka? – zaproponował Piotr vel Bocian, gdy przybysz był już wystarczająco blisko.
Obrazek
Avatar użytkownika
Konsulat Sclavinii
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez von Thorn-Janiczek 27 gru 2019, o 12:44

Dłoń, mimo zwilgotniałej od potu skóry trzymała pewnie chłodną kolbę pistoletu. Echo wciąż powtarzało huk wystrzału ostrzegawczego. Stojąc na szeroko rozstawionych nogach, lekko bokiem do nieznajomego, porucznik mierzył w niego pistoletem. Nie, nie żeby zabić. By unieszkodliwić. Strzał w kolano, strzał w bark… Zabicie to ostateczność. - Stój i ręce do góry! - krzyknął żołnierz, widząc, że tamten zbliża się, mimo wyraźnego rozkazu. Kim był, czego tu szukał? Tak po prawdzie to nie było żadnego przepisu zabraniającego przebywanie w ruinach krainy. Ale… no właśnie. Zawsze zostaje jakieś ale. Zwykły wagabunda, szukający przygody? A może rabuś, zbierający resztki po dawnych mieszkańcach? Diabli wiedzą, w końcu Feru nikt nie ewakuował w sposób skoordynowany. W ruinach, prócz dawnych właścicieli wciąż znajdowało się ich bogactwo. - Nie chcę żadnego ziemniaka. Kim jesteś i co tu robisz? - szczeknął krótko porucznik, niezmiennie mierząc do nieznajomego.

Obrazek

Tymczasem w Punta.

Tona papierów. Jak zwykle w kancelarii wojskowej. Wnioski o awans, druki z zapotrzebowaniem, raporty, teczki osobowe. Tego nigdy nie było mało, a liczby zawsze rosły, rosły i rosły. Anonimowy podoficer z kancelarii westchnął, stając w progu pokoju. Zapalił światło, z cienia wydobywając kolejne teczki, koperty i stosy papierów. - Papierzysk więcej niż amunicji… - mruknął do siebie. Nie, tak nie można. Do papierów bez kawy? Po chwili pomieszczenie wypełnił szum ekspresu, uzupełniony o zapach kawy, gdy do kubka z logo Książęcych Sił Powietrznych spłynęła czarna, aromatyczna struga. Krótki łyk, by nie oparzyć języka i mężczyzna usiadł za biurkiem. Przez chwilę siedział, wpatrując się apatycznie za okno. Grupa żołnierzy zajmowała się właśnie czyszczeniem samolotu, sądząc po kształcie było to F35. Gdzieś słychać było miarowy zaśpiew ćwiczących żołnierzy, tuż pod oknem przebiegła grupa. - Pewnie ci nowi z batalionu. - mruknął do siebie pracownik kancelarii, zerkając obojętnie na młodych ludzi. Lubił podziwiać jak inni wylewają pot. Mimo sarkania na pracę papierkową lubił spokojną, cichą i bezpieczną pracę w kancelarii Bazy Lotniczej w Punta. Upijając kolejny łyk zbawiennej kawy otworzył pierwszą teczkę, opatrzoną czerwoną pieczątką z napisem TAJNE. W miarę czytania brwi mężczyzny unosiły się coraz wyżej. Batalion hybrydowy? Fer? Ale… jak to? Nic nie rozumiał, ale nie był od rozumienia. Dowódca von Thorn-Janiczek wiedział co robi. Mężczyzna raz jeszcze westchnął, chwycił słuchawkę telefonu i wybrał numer wewnętrzny. - Oficer dyżurny? Proszę o przyjście do kancelarii, sprawa jest pilna - rzucił w słuchawkę. Po kilkunastu minutach senny nastrój bazy został brutalnie przerwany. Nad zabudowaniami rozszedł się dźwięk alarmu bojowego.

Obrazek
Namiestnik Starosarmacji
Burmistrz Feru
Dowódca Wojsk Bojowych KSZ
Dowódca Bazy Sił Powietrznych w Punta

mjr KSP bar. Bartosz von Thorn-Janiczek herbu Groty
Avatar użytkownika
Żołnierz Książęcych Sił Zbrojnych
Dwór Jego Książęcej Mości
Starosarmacja
Dobry Obywatel
 

Re: Ferska wyprawa [wątek narracyjny]

Postprzez Bocian 7 sty 2020, o 09:24

– Spokojnie, nie mam złych zamiarów – krzyknął mężczyzna podnosząc odruchowo wyżej ręce. – Nazywam się Piotr vel Bocian, przybyłem z Eldoratu. Kiedyś tutaj pracowałem jako redaktor. Dosłownie tutaj. To są szczątki mojej redakcji.

Żołnierz stał niewzruszony mierząc cały czas z pistoletu. Robiło się coraz bardziej ciemno, w oddali słychać było wycie wałęsających się psów i odgłosy bliżej niezidentyfikowanego ptaka.

– Mogę opuścić ręce? To dla mnie męczące, a zbliża się noc, do której trzeba się przygotować – dodał.
Obrazek
Avatar użytkownika
Konsulat Sclavinii
 

Następna strona

Powrót do Starosarmacja

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość